Pielęgniarka uważa, że została zwolniona z pracy, bo ośmieliła się zwrócić uwagę prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu

Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia nakazał Szpitalowi Bielańskiemu wypłacenie blisko 4 tysięcy zł pielęgniarce Marii Macherze. To kwota poborów, jakie pielęgniarka utraciła po rozwiązaniu umowy o pracę w lipcu 2003 roku. Do dziś uważa, że musiała odejść ze szpitala, ponieważ życzył sobie tego ówczesny prezydent Warszawy Lech Kaczyński.
Zdaniem sądu, pielęgniarka została groźbą zmuszona do podpisania rozwiązania umowy o pracę za porozumieniem stron, a wyrażone w takich okolicznościach oświadczenie woli jest nieważne. - Pani dyrektor poprosiła mnie do gabinetu i podsunęła mi do podpisania gotowe już zwolnienie, tłumacząc, że postępuje tak, bo nie chce mi szkodzić w pracy. Pytałam, czy robi to na polecenie z ratusza. Zaprzeczyła, ale powiedziała, że nie zamierza ze mną dalej pracować - wspomina tamten dzień Maria Machera.

Zdenerwowany jak VIP

Pielęgniarka jest przekonana, że jej zwolnienie to skutek incydentu, podczas którego naraziła się ówczesnemu prezydentowi miasta stołecznego.
Odważyła się zwrócić mu uwagę, kiedy podczas nocnego dyżuru oddziału chirurgicznego, krzycząc, kategorycznie żądał, by lekarze natychmiast zajęli się pacjentką, jego znajomą. Została tam skierowana z krwawiącą raną - po badaniach i założeniu opatrunku uciskowego - przez lekarza szpitalnego oddziału ratunkowego. Musiała czekać, bo dwaj dyżurujący chirurdzy byli akurat zajęci pilną operacją. Pielęgniarka wskazała pacjentce łóżko. Życiu rannej nie zagrażało niebezpieczeństwo.
Maria Machera pracowała tej nocy na tzw. odcinku męskim. Dobiegały do niej hałasy z części oddziału przeznaczonej dla kobiet. - Była prawie godzina 22, właśnie przygotowywałam leki i kroplówki zlecone pacjentom, gdy usłyszałam podniesione głosy - mówi pani Maria.
- Ku mojemu zaskoczeniu zobaczyłam biegającego pana prezydenta z komórką przy uchu. Bardzo zdenerwowany, mówiąc podniesionym głosem, pytał, dlaczego jeszcze nie ma chirurgów. Żądał, żeby zjawił się lekarz.
VIP, włodarz stolicy, szukał lekarzy na całym oddziale damskim. Beształ personel. Krzyczał. Zaglądał do sal.
- Dziwię się, że taka osoba jak pan zachowuje się w ten sposób - wypaliła do prezydenta Maria Machera. Lech Kaczyński, wskazując palcem w jej stronę, odpowiedział: - Praca się pani znudziła? Zapamięta pani ten dzień do końca życia.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH