Zerwanie więzadeł oznacza pół roku z niesprawną nogą, a we współczesnych butach narciarskich nastolatkom kości pękają niczym chorym na osteoporozę

Zakopane. Zima. Narty. Chwila nieuwagi. Przerost brawury nad umiejętnościami. Albo zwykły pech. A potem parę tygodni albo i miesięcy w gipsie. Na początek w Szpitalu Powiatowym im. dr. Tytusa Chałubińskiego, z okien którego widać Tatry. A później w domu...
Dyrektor szpitala Regina Tokarz potwierdza to, co wydaje się być oczywiste: w sezonie gipsują nogi i ręce na potęgę. Dr Marian Papież, zastępca dyrektora i jednocześnie ordynator oddziału chirurgii urazowo-ortopedycznej, ostrzega, że co dziesiąty wypadek na stoku kończy się hospitalizacją, a potem długo rehabilitacją.
Dr Adam Trzebunia w niespełna trzy godziny przyjął w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym dwudziestu "połamańców".
Wszyscy trafili w ręce Jana Piszczka, technika gipsowego z 20-letnim stażem.
Andrzej Marasek, jeden z 33 zawodowych ratowników TOPR, uważa, że nie ma mocnych na pecha, bo nawet najlepszym narciarzom nogi łamią się czasem z głupiej, niewyobrażalnej dla wytrawnego zjazdowca, przyczyny.
A połamani? Zaklinają się, że gdy już dojdą do zdrowia, to... przy pierwszej okazji będą dalej szusować. Tyle że z większą rozwagą!

Z rozwagą w głowie

Pani Dorota przyjechała w Tatry z Inowrocławia i teraz leży sobie w salce oddziału doktora Papieża. Lewa noga na wyciągu. Pech i tyle. Upadła. I wiązanie zamiast puścić nogę, to ją trzymało. Tak skutecznie, że kości podudzia połamały się skomplikowanie i w wielu miejscach.
- To długo potrwa, nim będę zdrowa? Ordynator w bawełnę nie owija i wyjaśnia, że zależnie od wielu okoliczności może do zdrowia wrócić nie wcześniej niż za pół roku, ze wskazaniem raczej na dziewięć miesięcy. Pani Dorota, co się tu dziwić, uradowana nie jest.
- Czeka panią długa rehabilitacja.
A wcześniej operacja.
Pani Dorota mieści się w ok. 10% najdotkliwiej poszkodowanych narciarzy.
O takim szczęściu w nieszczęściu nie powie już 14-latek z Siedlec. Nie powie, bo się zabił na nartach.
- Chłopak jechał szybko. Chyba za szybko. Nie wyrobił na stoku, wyleciał z trasy, wjechał w plastikową siatkę, przebił ją i uderzył o występ z utwardzonej ziemi, przy polnej drodze. Był nieprzytomny.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH