Na dole z górniczymi ratownikami zawsze jest lekarz. Na szczęście zastępy zjeżdżają częściej do zabezpieczenia prac niż do wyciągania kogoś spod zawału...

Duży chłop jest z Wojciecha Richtera. Szerokie bary. Pasuje do stereotypowego obrazu górnika.
On nim nie jest, acz kopalnia mu nieobca. 36-letni Wojciech Richter bada ratowników górniczych. I - faktycznie rzecz biorąc - sam nim jest. Takich jak on w Polsce nie jest wielu, bo tylko stu "z okładem".
Specjalistyczny Ośrodek Badań i Porad Lekarskich CenMed w Bytomiu.
Niepubliczny ZOZ, własność Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego. Tu się też leczy, jednak przede wszystkim bada tych, którzy są ratownikami górniczymi i tych, którzy nimi chcieliby być.
- W 1997 r. skończyłem Śląską Akademię Medyczną. W tym miejscu pracuję od początku. Wcześniej była to część bytomskiego Szpitala Górniczego.
Były kiedyś takie... Ja pracę rozpocząłem w Ośrodku Badań Lekarskich. I robiłem to, co dzisiaj: badałem ratowników - opowiada Wojciech Richter.
W dziewięćdziesiątym ósmym badał.
I rok później też sprawdzał kondycję ratowników. Po dwóch latach sam postanowił do nich dołączyć: - Obok naszego ośrodka jest Okręgowa Stacja Ratownictwa Górniczego. W niej lekarze pełnią dyżury na okrągło. To się zainteresowałem tymi dyżurami - wspomina.

Strach na wodzy

Doktorowi Richterowi koledzy nie wierzą, gdy mówi, że w jego najbliższej rodzinie nie było tradycji górniczych, choć rodzina i on są z Bytomia, miasta, gdzie kiedyś kopalń węgla kamiennego było kilkanaście, a do dziś przetrwało kilka.
Inni to mają - jeśli nie ojców górników - to przynajmniej jakichś wujków, więc się dziwią. A tu się nie ma co dziwić, że Richterowi spodobały się dyżury w Stacji.
Gdzie indziej lekarze biorą dyżury w szpitalu. Ci z CenMedu dyżurują po drugiej stronie ulicy.
Niech się nikomu jednak nie wydaje, że zostać lekarzem - ratownikiem górniczym jest tak łatwo. Nie wystarczy mieć dyplomu akademii. Doktor Richter wyjmuje z portfela zafoliowany kawałek tekturki, jakby pół karty kredytowej przeciętej wzdłuż. Z jednej strony informacja, że taki i taki jest lekarzem ratownikiem.
Z drugiej urzędowa pieczęć.
- Jak wchodzę na jakąś kopalnię, to pokazuję tę "legitymację" i wpuszczają mnie bez problemu. Żeby ją dostać, trzeba było przejść przez szkolenie teoretyczne i praktyczne. Prawo górnicze, zasady działania, ćwiczenia ze sprzętem zabezpieczającym ratowników, na przykład aparatami ucieczkowymi...

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH