Rejestrują kolejki pacjentów chcących zapisać się na wizytę do lekarza, personel, narastające między nimi napięcie. Czasem nagrywają karczemne awantury.

- Wprowadziliśmy monitoring w ośmiu naszych przychodniach z dwóch powodów - tłumaczy dr Barbara Pawłowska, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Nadmorskim Centrum Medycznym w Gdańsku. - Po pierwsze daje nam to możliwość obserwowania prawidłowości zachowań naszych rejestratorek i upewnienia się, że znają zasady funkcjonowania i poruszania się po systemie.

Po drugie: do zainstalowania kamer skłoniło nas coraz częstsze ordynarne, by nie powiedzieć chamskie, zachowanie się pacjentów wobec naszego personelu.

W roli straszaka

W przychodniach NCM działa od miesiąca i jak przyznaje Barbara Pawłowska, wielkich efektów wprowadzenia systemu kamer i podglądu tego, co dzieje się w rejestracjach, nie ma.

- Pacjent zdenerwowany - bez względu na to, czy jest monitoring, czy go nie ma - wyżywa się na rejestratorkach. Mamy jednak nadzieję, że świadomość tego, że wszystko jest rejestrowane oraz informacje o tym, że obrażanie jest zagrożone postępowaniem z mocy Kodeksu karnego, przyniesie w końcu efekty. Najbardziej rejestratorkom dają się we znaki pacjenci w wieku 30-45 lat oraz osoby starsze, szczególnie panowie.

Jak do tej pory wobec zdenerwowanych pacjentów, używających niecenzuralnych słów wobec pracowników NCM, na drogę sądową jeszcze nie wystąpiono. Dyrekcja takiej możliwości jednak nie wyklucza, ale na razie monitoring traktuje jako swego rodzaju "straszak".

Pacjent niesłowny

Monitoring, system kamer - przysłowiowy "Big Brother" w przychodniach, z pewnością nie jest rozwiązaniem problemu, jakim są długie kolejki do lekarzy i czas oczekiwania na wizytę.

- To ma zapobiec wulgarności pacjentów, bo z pewnością na kolejki do lekarza nie będzie to miało żadnego wpływu.

Ograniczona dostępność świadczeń wynika z limitów finansowych NFZ - podkreśla dyrektor Pawłowska. - Czasem też sami pacjenci mają na to wpływ. Z przeprowadzonych przez nas analiz wynika, że aż 20 procent pacjentów zapisuje się na wizytę i nie przychodzi w określonym terminie lub po prostu rezygnuje. Lekarz czeka, a pacjenta… nie ma. Zastanawialiśmy się nawet nad wprowadzeniem kaucji, choćby w wysokości 5 zł, którą pacjent odbierałby przy realizowaniu wizyty u lekarza lub po poinformowaniu nas, że z takiej wizyty rezygnuje...

Możliwe, że wprowadzenie symbolicznej opłaty spowodowałoby, że kolejki zmniejszyłyby się.

- Jednakże ustawodawca nie przewiduje takiej możliwości i właściwie nie ma żadnych konsekwencji wobec tych, którzy zapiszą się do lekarza i po prostu nie przyjdą - konkluduje Barbara Pawłowska.

Może jednak monitoring w jakimś choćby stopniu sprawi, że pacjenci staną się bardziej słowni?

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH