Andrzej Bęben | 09-09-2008 12:52

Ulubiony przykład posła

Władza powiatowa w Jędrzejowie początkowo chciała skłonić pracowników miejscowego szpitala do utworzenia spółki...

W czwartek 8 maja politycy dyskutowali o prywatyzacji szpitali. Wówczas to w głównym wydaniu Faktów TVN wystąpił poseł Przemysław Gosiewski.
Ocenił negatywnie dążenia innej partii do sprywatyzowania (skomunalizowania, skomercjalizowania) lecznictwa zamkniętego. Poseł Gosiewski oświadczył, że w jego okręgu wyborczym sprywatyzowano już jeden, jedyny szpital w Jędrzejowie i przejęła go miejscowa ubojnia.
Z czasem fraza "rzeźnik kupił szpital" stała się swego rodzaju hasłem bojowym przeciwników prywatyzacji (skomunalizowania, skomercjalizowania) szpitali.
To, iż (po pierwsze) ów rzeźnik jest przedsiębiorcą branży mięsnej i (po drugie) z przejęciem szpitala ma tyle wspólnego, że uczyniła to spółka, w której udziały ma jego córka oraz jej mąż, miało już drugorzędne znaczenie.
Gdyby familia przedsiębiorcy mięsnego nie zainteresowała się jędrzejowskim szpitalem, to prawdopodobnie - w bez mała 100-tysięcznym powiecie - nie mieliby dziś szpitala.
Tutejsza władza powiatowa twierdzi, że splajtowałby...

***

Początek 2008 roku. O jędrzejowskim szpitalu trąbią nawet ogólnopolskie media. Wstrzymanie przyjęć na kilka oddziałów. Potem Polska słyszy, że ewakuowano noworodki i ciężarne kobiety, bo nie było ich komu leczyć...
Następnie w kraju usłyszeli o ordynatorce z jędrzejowskiego szpitala, której nie było w pracy, bo będąc chorą, szukała poprawy zdrowia w wyciecze-pielgrzymce do Ziemi Świętej...
I klauzula opt-out. Lekarze chcieli więcej zarabiać. Ówczesny dyrektor też chciał, żeby medycy mieli więcej, ale on miał w kasie pustki, więc wystąpił konflikt. Doktorzy się pozwalniali, a ci, którzy zostali, musieliby mieć po osiem rąk, by wypełnić zaistniałe luki...
Zgodnie ze świecką tradycją ostatnich lat, nie obyło się bez angażowania w sprawę prokuratora. Zawiadomień o popełnieniu przestępstw różnorakich produkowano w liczbie godnej innej sprawy...
Oddziały położniczy, noworodkowy i dziecięcy istniały tylko w strukturze organizacyjnej szpitala. Nie leczono w nich, bo i kto miałby to wówczas robić, a nawet, gdyby było odwrotnie, to za co miano by leczyć, skoro NFZ przestał kontraktować świadczenia w jędrzejowskim szpitalu...
W takiej atmosferze Starostwo Powiatowe w Jędrzejowie dumało nad tym, co z tym fantem zrobić...

***

Ewa Ptasznik, wicestarosta jędrzejowski, chętnie i szczerze opowie, jak władza powiatowa chciała rozwiązać problem i co ostatecznie z tego wyszło. Pani Ptasznikowa zna doskonale poglądy przeciwników przekształceń własnościowych w lecznictwie zamkniętym, którzy wieszczą, że jak samorządy sprzedadzą szpitale, to ci, którzy je kupią, przerobią je na hotele...
Ewie Ptasznik śmiać się chce (chociaż przez ostatnich kilka miesięcy w budynku starostwa, gdzie dawniej urzędował aparat PZPR, do śmiechu nikomu nie było), gdy słyszy takie opinie. To niby starostwo miało pozwolić, żeby szpital splajtował? Że niby organ założycielski popełnił kardynalny błąd, wydzierżawiając półmartwy szpital prywatnej firmie? To jak nie kijem, to pałką? A przecież w starostwie na początku chcieli tak, by wilk był syty i owca cała...
Władza powiatowa początkowo chciała skłonić pracowników szpitala do utworzenia spółki. Dwa miesiące władza czekała na odpowiedź w lewo lub w prawo.
Bez echa. Później w nieformalnych rozmowach wyszło, że załoga bała się ryzyka prowadzenia takiego biznesu. No to w powiecie stwierdzili, że jest jeszcze jeden sposób, by ratować szpital i nie narazić się na krakanie o przerabianiu tegoż na hotel czy inny magazyn. Do wszystkich swoich dziewięciu gmin starosta jędrzejowski wysłał propozycję: załóżmy spółkę z udziałem gmin i powiatu, razem można więcej! Może i pomysł był dobry, ale nie do przyjęcia przez gminy z takich samych powodów, dla których załoga nie garnęła się do powołania spółki pracowniczej...
Och, nie do śmiechu było wtedy w zabytkowym budynku starostwa, nie do śmiechu. I władza koncypowała sobie tak: samorząd może być właścicielem szpitala. Może utworzyć spółkę, w której ma 100% udziałów. Może także poszukać chętnych do wniesienia w nią udziałów, niekoniecznie muszą to być prywatni inwestorzy. Może także zlikwidować publiczny ZOZ i sprzedać go tym, którzy chcieliby go kupić. Jest też inna metoda...
Pani Ptasznik opowiada o niej z radością i uśmiechem na twarzy. W końcu tym sposobem udało się pożenić ogień z wodą, opinie PO z ocenami PiS, zachować szansę na sukces w kolejnych wyborach... Słowem: wiktoria cieszy.
Powiat postanowił wydzierżawić szpital prywatnemu inwestorowi. Pomysł kupiły wszystkie rady gminy i w głosowaniu tylko jeden radny wstrzymał się od głosu.
Postanowiono wydzierżawić placówkę na lat czterdzieści, żeby inwestor mógł sobie planować długoterminowo, a jednocześnie do kasy powiatu przez tyleż lat wpływały raty z tytułu czynszu dzierżawnego. Miesięcznie: 60 tysięcy złotych. Określono w przetargowej specyfikacji istotnych warunków zamówienia, że dzierżawca zobowiązuje się w tym czasie zainwestować bez mała 30 milionów złotych. Gdyby prywatnemu odwidziało się inwestować albo - nie daj Boże - przyszła ochota przerobić szpital, dajmy na to, na hotel, to wprowadzono pojęcie kary: 10 milionów złotych...
Pierwszy przetarg: nierozstrzygnięty z powodu braku chętnych.
Drugi przetarg: rozstrzygnięty; jeden chętny, choć powiat liczył na trzech i licytację.
A co byłoby, gdyby ów przetarg nie doszedł do skutku i jakiś chętny na dzierżawienie szpitala znalazłby się, załóżmy, jesienią? Ewa Ptasznik rozkłada ręce na biurku przejętym po przewodniej sile narodu.
Rozkłada i odpowiada, że nawet nie chce myśleć o tym, gdyby nie udało się znaleźć inwestora. W końcu jednak przyznaje, że to byłaby dla powiatu klęska. Jego nie stać teraz i długo stać nie byłoby na inwestowanie w szpital. A rzeczywistość jest taka, że niebawem trzeba wydać ładnych kilka milionów złotych w dokończenie bloku operacyjnego, nie wspominając już o innych wydatkach.
Poza tym koszty utrzymania...
Wicestarosta przypomina, że w tym roku od końca zimy aż do 1 lipca oddziały, między innymi noworodkowy i położniczy, nie miały kontraktu z NFZ, lekarze zwolnili się, a za utrzymanie pozostałej załogi trzeba było płacić. Nadto, że szpital pewnie zwiększyłby zadłużenie, pojawiłby się komornik i znów byłoby w Polsce głośno o Jędrzejowie.
Po tym, jak szpital poszedł w dzierżawę, powiat spłaci ponad 5 mln zł zadłużenia, w tym ponad 4-milionowy kredyt bankowy.
Zwycięzca przetargu, spółka Artmedik, własność Rafała Chaińskiego i Agnieszki Chaińskiej, córki Ryszarda Hochla - właściciela firmy rzeźniczo-wędliniarskiej z Micigustu pod Kielcami.
Od 1 lipca ta firma, przez 40 lat, będzie zawiadywała szpitalem z 95-letnią przeszłością. Artmedik - dotąd "robiący w aptekach" - będzie wyznaczał jego przyszłość.

***

Szpital jaki jest, gołym okiem widać. Stare z nowym. Z nowym niewykończonym z powodu braku kasy. Lewe skrzydło pamięta narodziny II Rzeczypospolitej.
Prawe - szpitalny oddział ratunkowy kuszący uśmiechami doktorów promieniującymi z barwnych fotogramów. Po drugiej stronie ulicy ładny pawilon - stacja dializ, niepubliczna. Ze dwieście metrów w dół ulicy Małogoskiej świeżożółty, czteropiętrowy budynek przypominający hotel robotniczy z czasów PRL-u. Tu mieszczą się przychodnie specjalistyczne i dyrekcja.
Gabinet dyrektora sąsiaduje z gabinetem prezesa spółki Artmedik. Chaiński w nim nie przesiaduje. Czasem pojawi się w Jędrzejowie. W tym gabinecie zasiaduje 35-letni Robert Frańczak, pełnomocnik prezesa i zarazem dyrektor ds. rozwoju spółki Artmedik. Z ciemnego sekretariatu - okienka wychodzą na korytarz, prawie jak w telewizji na Woronicza - wchodzi się do maleńkiej kanciapy (z oknem na korytarz), pięć metrów kwadratowych zajmowanych przez likwidatora SP ZOZ w Jędrzejowie.
Zobaczmy, co ma do powiedzenia dyrektor NZOZ Jarosław Wójcicki.
Dyrektor bardzo chętnie rozmawia z mediami. Jest pogodny i otwarty. Może taki jest, a może to element strategii odbudowania, a raczej zbudowania na nowo image. Wiadomo - patrz wyżej - szpital wizerunek ma nadszarpnięty.
Dyrektor nie ukrywa, że zadanie jest trudne, że na każdym kroku i w każdym możliwym miejscu nowi zawiadujący szpitalem podkreślają, że on jest otwarty dla pacjenta, że ma podpisaną umowę z NFZ, że jak się jest ubezpieczonym, to się nie płaci... Dyrektor mówi wszystko to, co mówią przeciwnicy prywatyzacji lecznictwa zamkniętego, tyle że dokładnie na odwrót.
Kiedy 1 lipca Artmedik przejął szpital, to sytuacja była taka, że był przerost formy nad treścią. Dyrektor Wójcicki wylicza: oddział dziecięcy - zamknięty, bo wszyscy doktorzy złożyli wypowiedzenia. Na chirurgii ledwie trzech doktorów, anestezjologia i intensywna terapia - dwóch. Tyluż również na ginekologiczno-położniczym.
Jedynie interna działała normalnie.
Chaińscy po to sobie wynajęli Wójcickiego - człowieka z 20-letnim doświadczeniem w zarządzaniu szpitalami - by ten zrobił porządek: zwiększyć zatrudnienie lekarzy, sprawić, by to, co nie działało, zaczęło ponownie funkcjonować. Po negocjacjach zatrudniono 30 lekarzy.
Dojeżdżają z Kielc, Radomia i Krakowa.
Niektórzy nawet w weekendy, bo im się to opłaca, a pacjentów nie brakuje.
Wójcicki nie chce z początku powiedzieć, ile kosztowało to porozumienie z lekarzami, ale w końcu - zapewne w ramach budowy wizerunku firmy - powie, że miesięcznie wychodzi o 100 tysięcy więcej niż było przed porozumieniem...
Zatem w wyniku tych i innych zmian w szpitalu spółki Artmedik, w pierwszych trzech tygodniach działalności, lekarze wykonali 50 rozmaitych zabiegów, mniej lub bardziej skomplikowanych. Dla porównania: w pierwszym półroczu (i ostatnim istnienia SP ZOZ), czyli do 30 czerwca wykonano 160 zabiegów.
1 lipca nie tylko narodził się NZOZ.
1 lipca w nowym szpitalu przyjęto pierwszy poród. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że od lutego jędrzejowskie kobiety musiały rodzić poza Jędrzejowem.
Dyrektor wie, że dzierżawa szpitala będzie z korzyścią dla firmy, która go zatrudnia i mieszkańców powiatu. Trochę czasu minie, zanim wszystko zostanie uporządkowane lub od zera stworzone.
Niewiadome fruwają nad ulicą Małogoską: JGP, brak struktury sprzedaży usług medycznych, wysiłek skomputeryzowania szpitala i jeszcze większy trud przekonania ludzi, że teraz trzeba inaczej pracować, bo prywatny, nie państwowy. I nie ma, czy się stoi, czy się leży...

***

Socjaliści zwykli zwiększać zatrudnienie, nawet ponad potrzeby. A kapitaliści zwykli nie oglądać się na idee głoszone przez tych pierwszych i zmniejszać nadmuchane, ich zdaniem, zatrudnienie. No, nie czarujmy się, nie szukajmy eufemizmów w rodzaju "inwestor zewnętrzny".
Artmedik to spółka nastawiona na pomnażanie kapitału, którym dysponuje, a nie na jego dzielenie.
Bożena Sputo pracuje w dziale płac, w szpitalu od 1987 r. Jest przewodniczącą tutejszego NSZZ Pracowników Ochrony Zdrowia, związku - jak sama podkreśla - biednego, bo zrzeszającego salowe i pielęgniarki. Pani przewodnicząca jest pewna, że gdyby nie chroniła ją ustawa o związkach zawodowych, to już by siedziała w domu z wypowiedzeniem wynikającym "z likwidacji stanowiska pracy". Tak, jak 26 jej bliższych lub dalszych koleżanek.
Nie należy się więc dziwić, że pani Sputo jest wku...rzona niemożebnie, bo ludzie proszą ją o pomoc, a co ona może? A g...uzik może! Owszem, dyrekcja zapytała związki o opinie w sprawie zwolnień (byle nie było grupowego, bo to skutkuje dodatkowymi odszkodowaniami).
No to związki powiedziały, że są przeciwne. Mogą sobie być. Ich opinia nie jest dla pracodawcy w tym przypadku wiążąca.
A dodatkowo - bo bym zapomniał - pani Sputo jest bezgranicznie wku...
rzona, bo nie może zapomnieć, że pełnomocnik prezesa, dyrektor Frańczak, przed 1 lipca obiecywał, że zwolnień nie będzie. A tu ryp! Pierwsza lista, 16 lipca, 23 osobom dyrekcja mówi: żegnajcie! Druga lista, w pięć dni później, trzy osoby do zwolnienia.
Pani Sputo nie potrafi pojąć, jak można było na tej liście umieścić, na przykład, 40-letnią wdowę wychowującą 2-letniego chłopca. Albo pielęgniarkę, co ma 53 lata? A taki urząd pracy, co łże i ściemnia, co to mówi, że zwolnione panie z księgowości bez trudu znajdą pracę, bo mają wieloletnie doświadczenie. Na g...zik im to doświadczenie, jeśli urząd wymaga - a nie mówi o tym głośno - że te panie, oprócz doświadczenia, mają mieć dyplom ukończenia studiów! No to co - pyta się przewodnicząca - to one mając pięćdziesiątkę (tyle co ja) albo więcej, mają teraz iść na studia? A z czego mają za nie zapłacić? Robert Frańczak prostuje: nikt nie obiecywał, że nie będzie zwolnień. Pamięta doskonale, co mówił. A mówił, że Artmedik przejmie wszystkich pracowników od 1 lipca. Co też nastąpiło, więc plenipotent Chaińskiego nie ma wyrzutów sumienia, bo live is brutal.
No to zacznijmy od jasnej strony księżyca...
Artmedik dokończy budowę bloku operacyjnego. Jeśli dogada się z NFZ, to otworzy SOR. Otworzy również - i to wkrótce - szkołę rodzenia. Kupi nowoczesny sprzęt (patrz: www.szpital-jedrzejow.
pl). Zatrudni kolejnych lekarzy. Słowem: włoży prawie 30 milionów złotych. A ile z nich wyciągnie? Tajemnica.
A teraz zobaczmy, co skrywa ciemna strona księżyca....
W szpitalu jest za dużo łóżek. Jest ich teraz 177 przy 60% obłożeniu. Jak będzie mniej łóżek, to i za dużo będzie pielęgniarek, bo jak wiadomo, lekarzy nigdy nie za wielu. Dziś w szpitalu (jeszcze) pracuje 50 doktorów, 131 pielęgniarek (o circa 50 więcej ponad planowane potrzeby) i 32 salowe (o połowę za dużo). Pełnomocnik Frańczak za Boga nie chce mówić o kolejnych zwolnieniach vel restrukturyzacji zatrudnienia. Tłumaczy, że nie jest astrologiem, że nie wie, co będzie jutro, i zaprasza do Jędrzejowa za rok.Bo wówczas powinno być już wiadomo, komu dzierżawa schylającego się ku ruinie szpitala wyszła na dobre.

***

Zacząłem od posła Gosiewskiego i na nim zakończę. Nie zważając, że jest na urlopie (wybrańcy narodu są zawsze dlań dostępni) zadzwoniłem doń i zapytałem tak oto: - Panie pośle, proszę powiedzieć, które rozwiązanie, pańskim zdaniem, byłoby lepsze. A: szpital w Jędrzejowie nie zostaje przekazany, sprzedany, wydzierżawiony, zostaje samorządowym i jako taki dokonuje, z przyczyn finansowych, żywota i 250 osób idzie na bruk? B: wydzierżawia go rzeźnik, a dokładniej jego zięć, robi restrukturyzację szpitala i 200 osób zachowuje pracę? Poseł Gosiewski odpowiedział: - Byłem przeciwny prywatyzacji tego szpitala i nie ukrywam, dalej będę o tym mówił, można go było skomercjalizować.
Z tej drogi nie skorzystano. I dlatego wyraziłem sprzeciw i dziś okazuje się, że moje wątpliwości były słuszne. To znaczy: nie spełniły się intencje tego pana, bo on chciał świadczyć w szpitalu tylko niektóre usługi, głównie kardiologiczne i z tego co wiem, to w tym szpitalu dalej są problemy z kontraktowaniem. Tak więc ta operacja okazała się nieudana, bo można było wybrać inną drogę, czyli komercjalizację. Żeby pan rozumiał, o co chodzi... Ten pan przedsiębiorca miał następujący pomysł: część oddziałów zostanie zlikwidowanych i dzięki temu będzie możliwość prowadzenia wysokopłatnych usług. Okazało się, że on nie był w stanie zgromadzić odpowiedniej kadry, żeby zakontraktować te usługi i nie wiem, czy ruszy z tą kardiologią.
Myślę, że jeśli kardiologii nie będzie, to wielkiego interesu na tym szpitalu się nie zrobi...
No to prędzej niż później okaże się, kto miał rację. Jak dożyję, to za rok pojawię się w Jędrzejowie, by się o tym naocznie i osobiście przekonać. Do widzenia Państwu!