Trwa spór o przewodnika pacjenta

Choć opieka koordynowana - pod względem kosztów leczenia - może pomóc płatnikowi świadczeń, natomiast w sensie zdrowotnym - samym pacjentom, jej kształt nadal jest nie do końca sprecyzowany. Eksperci i decydenci nie zawsze mają spójną wizję takiego rozwiązania.

O tym, kto powinien "prowadzić" pacjenta w opiece koordynowanej, rozmawiali uczestnicy jednej z sesji podczas XII Forum Rynku Zdrowia. Padało sporo sprzecznych ze sobą odpowiedzi. Mimo różnic sama idea zyskuje coraz szersze poparcie i raczej nie znajduje zdecydowanych krytyków.

Koordynator to specjalista

- Koordynator to ktoś, kto zajmuje się leczeniem danej grupy chorób w możliwie najlepszy sposób. To osoba, która w danym zakresie jest najlepiej wykształcona. A zatem onkolog - to koordynator w onkologii, endokrynolog - w endokrynologii, diabetolog - w diabetologii itd. - uważa prof. Alicja Chybicka, posłanka z sejmowej komisji zdrowia, kierownik Katedry i Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Akademii Medycznej we Wrocławiu.

- Koordynatorem nie może być lekarz rodzinny, jak to jest proponowane przez gros ekspertów - zaznaczyła. - Koordynowana opieka poszczególnych schorzeń absolutnie nie może być w dzisiejszych czasach realizowana przez lekarzy rodzinnych. Postęp medycyny jest tak ogromny, że w tej chwili z prawidłowym poprowadzeniem pacjenta ma problem np. onkolog. Jak lekarz rodzinny ma zrobić koordynowany plan postępowania w takiej czy innej chorobie? - kontynuowała.

Z wizją prof. Chybickiej nie zgodził się prof. Zbigniew Gaciong, konsultant krajowy w dziedzinie hipertensjologii, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych, Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii WUM.

- Na pytanie, kto na tej ścieżce będzie prowadził pacjenta, w wielu krajach już dawno odpowiedziano. Oczywiście lekarz rodzinny nie będzie ekspertem w wielu dziedzinach, ale z drugiej strony ponad 80% pacjentów na świecie korzysta wyłącznie z pomocy lekarzy rodzinnych i nie są to kraje, w których medycyna stoi na poziomie niższym niż u nas - dowodził profesor Gaciong.

Tłumaczył, że według danych europejskich i amerykańskich faktycznie istnieje grupa kilkunastu procent chorych, których ścieżka musi być nadzorowana przez specjalistę. Zatem i specjalistę można wskazać jako lekarza, który kieruje procesem terapeutycznym pacjenta, ale w większości przypadków wystarczy lekarz rodzinny.

Prof. Gaciong zwrócił też uwagę, że i pacjenci, i specjaliści pracujący w szpitalach, padają ofiarą braku komunikacji z lekarzami rodzinnymi. - Praktycznie nie mam pojęcia, co działo się z pacjentem wcześniej, chyba że sam mi to powie - przyznał profesor. - Koordynacja jest zatem bardzo potrzebna. Mamy na świecie gotowe systemy i trzeba się na któryś zdecydować, w pierwszej kolejności biorąc pod uwagę możliwości finansowe - mówił.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH