28-letni Michał Jeliński, olimpijski mistrz wioślarski z Pekinu, zdobył złoty medal, rywalizując z przeciwnikami i... cukrzycą

Kiedy w Pekinie stanął na olimpijskim podium i usłyszał Mazurka Dąbrowskiego, nie wytrzymał - popłakał się jak bóbr, choć jest wzorem twardziela. Michał Jeliński, wioślarz z naszej mistrzowskiej czwórki podwójnej, wiele lat marzył o tej wspaniałej chwili. W niecałe sześć minut na regatowym torze pokonał nie tylko dwa kilometry i zawodników pozostałych osad, ale i chorobę, która innych zniechęca do życia. Wygrał z cukrzycą.
Był 17 sierpnia, godzina 10.50 w Polsce, czyli 16.50 w Chinach. Start do decydującego regatowego wyścigu o olimpijskie złoto. Michał Jeliński wspomina tamten moment w charakterystyczny dla siebie sposób: - Już byłem po śniadaniu, obiedzie, przedstartowej porcji węglowodanów w płynach izotonicznych i po trzech zastrzykach insuliny...
Czwórka podwójna: Korol, Kolbowicz, Jeliński, Wasielewski prowadziła od samego startu. Ruszyli bardzo ostro.
Najpierw widzieli inne łodzie kątem oka, potem już mieli rywali przed sobą, jak na tacy. - Wiedzieliśmy, że płyniemy nawet odrobinę wolniejszym tempem niż możemy. Widziałem tę naszą najpierw minimalną, a potem rosnącą z każdym metrem przewagę i czułem, że nie ma takiej mocy, która mogłaby nam odebrać zwycięstwo. Nawet nie było myśli, żeby bronić złota. My po nie po prostu płynęliśmy - uśmiecha się mistrz.

Życie z glukometrem

Medal, który zawisł na piersiach polskich wioślarzy, waży jakieś pół kilograma, choć zawiera raptem 6 gram złota. Dla Michała Jelińskiego jest bezcenny. Ma wartość marzeń, które można spełniać, mimo przeciwności losu.
Polska wioślarska czwórka podwójna, z Jelińskim w składzie, już jadąc na olimpiadę, zdobyła - jak mawia się w języku sportowym - Wielkiego Szlema.
Od 2006 roku byli niezwyciężeni na torach regatowych. Z każdej liczącej się imprezy, w tym i mistrzostw świata, przez trzy kolejne lata wracali ze złotymi medalami. Zawsze z młodzieńczą radością i uśmiechem na ustach śpiewali polski hymn. W Pekinie ta radość zmieszała się z ogromnym wzruszeniem. - Tam, na podium, wzruszyłem się i dlatego, bo pomyślałem sobie, że choć los skazał mnie na życie z glukometrem, nie dałem się draniowi - mówi Michał Jeliński.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH