Katarzyna Lisowska | 28-04-2011 10:44

To powrót do życia

W 2008 r. zespół lekarzy z Cleveland Clinic Foundation przeprowadził pierwszy w Stanach Zjednoczonych przeszczep twarzy. Kierująca nim polska mikrochirurg i chirurg rekonstrukcyjny, prof. Maria Siemionow, otrzymała 29 marca br. medal Polskiej Akademii Nauk za wybitne osiągnięcia naukowe.

Operacja wykonana 17 grudnia 2008 roku u 46-letniej wówczas Connie Culp była dopiero czwartą na świecie transplantacją twarzy. Przeszczep obejmował ponad 80% twarzy. Polegał na jej rekonstrukcji - łącznie z ważnymi strukturami kostnymi, chrzęstnymi i naczyniowymi.

- Obecnie przygotowuję się do kolejnych takich zabiegów - mówiła prof. Siemionow, która od ponad 20 lat związana jest z Cleveland Clinic w USA. Czynnie wspiera także rozwój polskich lekarzy.

Organizacja i pieniądze

- Polska transplantologia pięknie się rozwija. W niektórych dziedzinach polscy specjaliści mogą bez żadnych kompleksów stanąć w szranki z lekarzami z innych krajów. Ostatnio miałam okazję spotkać się z zespołem transplantologów Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, kierowanym przez profesora Marka Krawczyka, i jestem pod olbrzymim wrażeniem możliwości, jakie prezentują - powiedziała portalowi rynekzdrowia.pl prof. Maria Siemionow.

Dodała jednak, że obecnie w Polsce nie ma możliwości przeprowadzenia operacji przeszczepienia twarzy. I nie dlatego, że brakuje mikrochirurgów, którzy mogliby taki zabieg wykonać. Są oni jednak porozrzucani po całym kraju.

Dziś byłoby trudno w jednej klinice zgromadzić odpowiedni zespół, który mógłby podjąć się takiego zadania.

Jak wyjaśnia nam profesor, jej zespół w Cleveland liczył w czasie słynnej już operacji w 2008 roku: 8 chirurgów plastycznych (w tym mikrochirurgów), 2 transplantologów, 4 anestezjologów oraz 30 innych lekarzy i pielęgniarek.

- Do tego dochodzą pieniądze. Operacja całkowitego przeszczepienia twarzy kosztuje ok. 300 tys. dolarów. To wciąż olbrzymi wysiłek finansowy, nawet w bogatszych od naszego kraju Stanach Zjednoczonych - przyznaje profesor.

20 lat przygotowań

Prof. Maria Siemionow zaznacza, że przeszczep twarzy, który pod jej kierunkiem przeprowadzono w 2008 r., był konsekwencją ponad 20 lat badań. - Wymagał nie tylko pogłębionych badań, m.in. odpornościowych i psychologicznych, ale także przekonania świata do sensu i potrzeby takiego zabiegu - stwierdziła profesor.

Profesor podkreśla, że na każdym etapie trzeba było pamiętać, że najważniejsze jest dobro pacjenta, a nie spektakularny wyczyn. Zespół profesor Siemionow przygotowanie do operacji zaczął od eksperymentów na szczurach, dopiero potem podjęto pierwsze próby na osobach zmarłych. Wiązały się one jednak jedynie z transplantacją samej skóry, bez mięśni i kości twarzoczaszki. Sprawdzano wszystkie możliwe warianty i dylematy związane z przeszczepami twarzy.

Najtrudniej było jednak zakwalifikować potencjalnego pacjenta do przeszczepu, a następnie znaleźć dla niego odpowiedniego dawcę. Już w 2004 r., na 4 lata przed transplantacją, wraz ze swoim zespołem prof. Siemionow wystąpiła do komisji bioetycznej Cleveland Clinic o wszystkie niezbędne zezwolenia na przeszczep.

- Przekonanie komisji do racji i sensu takiego zabiegu nie było łatwym zadaniem - wspomina profesor. - Należało faktycznie przekonać komisję, że dla niektórych osób ze zdeformowanymi twarzami nie ma innej możliwości jak przeszczep. A życie bez twarzy praktycznie wyklucza ich ze społeczeństwa.

Oczywiście pytano nas, dlaczego do takiego zabiegu nie można wykorzystać tkanki od danego pacjenta. Odpowiedź była prosta: z żadnego miejsca ciała nie można pobrać tak dużego fragmentu skóry, by pokrył całą twarz.

Koordynatorzy ds. transplantacji rozmawiali z rodziną kobiety, która była dawcą do przeszczepu twarzy. - Pytano nie tylko o to, czy za życia wyraziła ona zgodę na pobranie narządów, ale również o to, co sądzą o tym jej najbliżsi - powiedziała prof. Siemionow.

W odróżnieniu od pobrania innych narządów do transplantacji, nie wystarczyła bowiem wyrażona za życia zgoda zmarłej na pobranie narządów. - W tym przypadku rodzina dawcy musi w pełni świadomie wyrazić zgodę. W końcu musi się liczyć z tym, że twarz ich krewnego będzie funkcjonowała u innego człowieka.

To nie jest łatwa decyzja. Taki przeszczep jest przedsięwzięciem wielowymiarowym.

Należy je rozpatrywać przynajmniej w czterech aspektach: mikrochirurgicznym, immunologicznym, psychologicznym i etycznym - wymienia profesor.

- Operowana pacjentka po ponad dwóch latach od operacji wróciła do normalnego życia społecznego. Potrafi mówić, pić, jeść, a nawet się uśmiechać - powiedziała prof. Siemionow. - Na razie nie widać żadnej reakcji odrzutu przeszczepu.