- Odległość w medycynie nie będzie miała znaczenia - przewiduje w rozmowie z Rynkiem Zdrowia prof. Ryszard Tadeusiewicz, inżynier biomedyczny.

- Czy pańskie zainteresowanie inżynierią biomedyczną ma związek z tym, że jest Pan nie tylko absolwentem Akademii Górniczo-Hutniczej, ale i studiował medycynę?

- Tak, powiedziałbym, że było to sprzężenie zwrotne. Po ukończeniu studiów technicznych, mając już za sobą doktorat z elektroniki i habilitację z informatyki, doszedłem do wniosku, że wielu problemów ściśle technicznych nie da się rozwiązać metodami wyłącznie techniki jako takiej. Zajmowałem się problemami sztucznej inteligencji i automatycznego rozpoznawania mowy polskiej... I okazało się, że dla tych i innych zastosowań, kluczem do sukcesu jest udane modelowanie tego, co się dzieje w mózgu człowieka, czyli - krótko mówiąc - małpowanie przyrody. Przepraszam za kolokwializm, ale tak ten stan rzeczy trzeba nazwać. Jeśli chcemy podejrzeć, jak pewne rzeczy rozwiązała natura, to nasza wiedza na jej temat nie może być amatorska.
Będąc już inżynierem i mając stopnie naukowe w zakresie techniki, studiowałem medycynę po to właśnie, by zdobyć wiedzę potrzebną do tego, by wzory biologiczne, poprzez ich odpowiedni opis matematyczny, stały się pewnego rodzaju źródłem inspiracji dla nowych rozwiązań technicznych. I to się częściowo udało. Równocześnie wchodząc jako inżynier na grunt nauk medycznych dostrzegłem ogromną skalę potrzeb technicznych w placówkach służby zdrowia, przy równoczesnym braku ich zaspokojenia.

- Zatem wziął Pan przykład z Leonarda da Vinci łącząc technikę z medycyną...

- Może aż tak ambitnie do sprawy nie podszedłem. Źródłem inspiracji były rzeczywiste potrzeby. Widziałem doskonałą aparaturę medyczną, pod wieloma względami nieodzowną dla leczenia pacjentów, która z powodu banalnych usterek była nieużyteczna, ponieważ w szpitalu nie było nikogo, kto potrafiłby tę aparaturę naprawić. Doszedłem do wniosku, że ktoś, kogo nazwałem umownie inżynierem klinicznym, jest najzwyczajniej w świecie potrzebny.
Pamiętam, że pierwszy program studiów, właśnie takich inżyniersko-lekarskich pisałem jeszcze na początku lat 80. I okazało się, że mimo upływu ćwierćwiecza, pewne założenia tamtego programu pozostały słuszne do dziś i w zakresie ramy programowej zostały wykorzystane teraz w studiach inżynierii biomedycznej, które od kilku lat w Polsce można zgłębiać. I to jest dowód na to, że potrzeba jest najlepszą matką wynalazków.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH