Gdy lamiwudyna już nie działa, a interferon daje zbyt duże skutki uboczne, lekarze nie mają czym leczyć chorych z przewlekłym wirusowym zapaleniem wątroby.

WZW B jest w Polsce leczone zgodnie z programem terapeutycznym, w ramach którego NFZ refunduje chorym terapię z zastosowaniem interferonu i lamiwudyny. Interferon, ze względu na liczne przeciwwskazania i skutki uboczne, nie może być stosowany u wielu osób, a lamiwudyna - najstarszy lek przeciwwirusowy - po czterech latach leczenia u 70% chorych wywołuje lekooporność wirusa.
Obecne programy zawierają zapis, że w takich przypadkach lekarz powinien zastosować leczenie alternatywne. Paradoks polega na tym, że nie ma programu leczenia przewlekłego WZW B nowszymi lekami, które można zastosować także w przypadku nieskuteczności lamiwudyny.
Ciężar zakupu nowoczesnych leków przeciwwirusowych, takich jak entekawir czy adefovir, biorą na siebie szpitale, których tak naprawdę na to nie stać.
Na zakup leków nie stać również pacjentów, którym, jeśli programy terapeutyczne nie zostaną poszerzone o nowe leki, grozi przerwanie skutecznej terapii i poważne konsekwencje kliniczne. Pacjenci staną wobec ryzyka zagrożenia życia w wyniku nieskutecznego leczenia.

Rachunek zysków i strat

A ta nieskuteczność oznacza postęp choroby, prowadzący do raka wątroby lub konieczności przeszczepu, co pociąga za sobą nieporównywalnie większe koszty.
- Zastosowanie nawet kosztownej metody leczenia u pacjenta jest profilaktyką przeciwnowotworową, przynoszącą zyski w ostatecznym rozrachunku - przekonuje prof. Krzysztof Simon z Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych, Chorób Wątroby i Nabytych Niedoborów Odpornościowych AM we Wrocławiu.
- Hamuje bowiem progresję choroby i zmniejsza liczbę pacjentów w stanie, w którym koszt leczenia jest ogromny.
W 2004 roku ogólne koszty przeszczepu, w przeliczeniu na jednego pacjenta, sięgały 176 tys. złotych w pierwszym roku oraz 36 tys. zł - w drugim roku po przeszczepie. Natomiast koszt leczenia w szpitalu pacjenta z marskością wątroby wynosił ok. 14 tys. zł.
Krzysztof Pijarowski, prezes Stowarzyszenia "Życie po przeszczepie", twierdzi, że osoby, które trafiają do klinik transplantacyjnych z marskością wątroby, wywołaną przewlekłym WZW B, przy skutecznym leczeniu nie musiałyby tam trafić.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH