Prof. marek P. nowacki, szef centrum onkologii w warszawie, opowiada o swojej fotograficznej pasji, wystawach i... zalanych 7 tysiącach zdjęć

Moje zdjęcia charakteryzują się tym, że nadzwyczaj rzadko występują na nich ludzie. Dla surowych jurorów to może błąd, ponieważ na fotografiach nie oddaję skali odniesienia. Jednak tego odniesienia do ludzkich problemów i wielkości człowieka, doświadczam na co dzień w mojej pracy zawodowej. Dlatego najlepiej odpoczywam utrwalając na zdjęciach pejzaże.
To zamiłowanie nie było u mnie chyba dziełem przypadku, wszak fotografowaniem amatorsko zajmowała się także moja matka. Choć z zawodu była orientalistką, ilustrowała książki medyczne. A to dlatego, że przyjacielem mojego ojca, jeszcze z czasów lwowskich, był pan profesor Wiktor Bross, który po wojnie napisał podręcznik chirurgii. Iw nim właśnie znalazły się zdjęcia autorstwa mojej mamy.

Plenery z plastykami

Fotografować zacząłem w szkole średniej, a chyba najbardziej intensywnie poświęcałem się tej pasji podczas studiów i w pierwszych latach po ich ukończeniu, kiedy moje prace trafiały na różne wystawy, takie m.in. jak "W kręgu sztuki sugestywnych form" w 1963 r., gdzie byłem jedynym fotografem. Do udziału w tej imprezie zaprosił mnie Polski związek Artystów Plastyków. Może dlatego, że miałem wśród malarzy oraz grafików wielu przyjaciół (m.in. Zbigniew Jaskierski, Krzysztof Dobrowolski). Zresztą moja siostra także jest malarką po warszawskiej ASP.
"Błąkaliśmy" się czasami taką grupą po Polsce i to jeżdżenie dawało niekiedy plon w postaci wystaw. Później na taką artystyczną aktywność było już coraz mniej czasu; kolejne specjalizacje, praca lekarska i naukowa... Ale w wolnych chwilach wciąż staram się robić zdjęcia.
Wracając jednak do lat studenckich - zajmowałem się wówczas także fotoreportażem, publikowałem w prasie. Tyle że w miarę upływu lat w zawodzie chirurga, kiedy tylko czas pozwalał, coraz bardziej koncentrowałem się na przyrodzie i krajobrazach.

Dookoła Ameryki

Od końca lat 60. (czyli już po przyjęciu do zPAF) do 1979 r. prowadziłem z kolegami w Warszawie duże laboratorium fotograficzne, nastawione głównie na obróbkę koloru. To był okres profesjonalnego zajmowania się fotografią, i to całkiem dochodowego. Wykonywaliśmy zlecenia, m.in. dla pracowni plastycznych i na potrzeby reklamy, w tym central handlu zagranicznego. Kilka prac zrealizowałem wspólnie ze Zbyszkiem Wojewódzkim, założycielem Klubu "Stodoła". Nadal się przyjaźnimy.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH