Tenis zostaje w genach

- Jedni oglądają telewizję, inni grają na komputerze, a ja wypoczywam wtedy, kiedy się solidnie zmęczę na korcie - mówi dr Agnieszka Widziszowska.

Na początku kwietnia br. w Śląskiej Izbie Lekarskiej, przy okazji XXX Okręgowego Zjazdu Lekarzy, odbyło się uroczyste wręczenie medali za wybitne osiągnięcia pozamedyczne.

Wśród wyróżnionych lekarzy znalazła się dr Agnieszka Widziszowska, kilkukrotna złota medalistka Mistrzostw Świata Lekarzy w Tenisie Ziemnym.

Trofea pani doktor zdobywała w singlu (Indonezja 2003, Malta 2006, USA 2007), w deblu (Malta 2006, USA 2007, Chorwacja 2008) i mikście (Czechy 2002, Polska 2005, Chorwacja 2008). Jest też medalistką Igrzysk Olimpijskich Służby Zdrowia w tenisie ziemnym i lekkiej atletyce (Włochy 2006, Hiszpania 2009).

Kilkanaście lat temu, gdy zapadały decyzje, co będzie robić w przyszłości, u Agnieszki Widziszowskiej medycyna wygrała rywalizację z tenisem, choć ten sport był jej pasją od najmłodszych lat. Tenis przegrał, by wrócić po latach pasmem sukcesów na korcie.

Rodzinna tradycja

Fascynację tenisem Agnieszka Widziszowska wyniosła z rodzinnego domu: - Moja mama Irena i jej brat Jan grali zawodniczo w tenisa. Niejako w naturalny sposób znalazłam się więc razem z bratem na korcie. Po przeprowadzce do Łabęd (dzielnica Gliwic) rodzice zaprowadzili mnie do ŁTS Gliwice, gdzie spędzałam dużo czasu w okresie szkoły podstawowej. Wtedy to wszystko jednak wyglądało inaczej niż dzisiaj, kiedy każdy ma praktycznie swojego trenera. Wtedy to była forma spędzania wolnego czasu w grupie rówieśników, były to nie tylko treningi, ale zabawy, wspólne ogniska - wspomina dr Widziszowska.

Z biegiem czasu było coraz mniej zabawy, a więcej gry w tenisa. W wieku 13-14 lat zaczęły się pierwsze turnieje juniorskie na Śląsku. Kiedy w Gliwicach nie było już większych wyzwań, rodzice przenieśli młodą zawodniczkę do klubu Budowlani Katowice. Poza pasją i przyjemnością z gry były też drobne sukcesy: trzecie miejsce w Mistrzostwach Śląska do 18 lat. Pozostały wspomnienia z eskapad starą wysłużoną nyską po Śląsku razem z grupą rówieśników na różnego rodzaju turnieje.

A jednak medycyna

- Marzyłam o medycynie. Kiedy dostałam się na studia, niestety, rakieta powędrowała na kołek. Nie miałam dylematu, co wybrać. Nauka na pierwszych latach była bardzo absorbująca. W tym czasie grałam raczej okazjonalnie, bo studiowania medycyny z wyczynowym tenisem pogodzić się nie da. Czy było to bolesne rozstanie? Tenis nigdy nie był dla mnie celem nadrzędnym. Nigdy nie wiązałam z nim swojej przyszłości, nie marzyłam o grze zawodniczej. Była to po prostu pasja. Traktowałam tenis jako coś dodatkowego, co sprawia ogromną radość.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH