Proszę Państwa, stwierdzę wprost: z pewną dozą pesymizmu postrzegam reformowanie systemu ochrony zdrowia przez obecną koalicję rządową.

Dodam, dla jasności sprawy, że podobne odczucia miałem, gdy do jego naprawy przymierzała się poprzednia ekipa i jeszcze poprzednia, i jeszcze poprzednia. Obawiam się, że restauracja systemu, czytaj: przeniesienie części kosztów jego funkcjonowania na pacjentów, może się skończyć źle. Tak dla nich, jak i dla reformatorów.
Jeśli sondaże opinii publicznej w kwestii ponoszenia przez obywateli dodatkowych wydatków (z własnej kabzy) to

odzwierciedlenie rzeczywistości,

to wychodzi na to, że to, co chce uczynić rząd, czynione ma być wbrew woli większości społeczeństwa. Powie teraz ktoś, że lud trwa przy takiej a nie innej opinii, bo prawie pół wieku marksistowsko-leninowskiego socjalizmu wywarło trwały wpływ na jego świadomość, gdyż Polakom wydaje się, że jak płacą podatki, to wszystko co im daje państwo winno być za darmo... Nie, nie, nie! Nie upraszczajmy sprawy i nie zwalajmy wszystkiego na komunę.
Nie dziwię się, że dwie trzecie Polaków chciałoby nie dopłacać do którejkolwiek z osiemnastu tysięcy procedur medycznych wykonywanych w kraju. Kreatorzy nowych rozwiązań systemowych powinni

mieć świadomość,

że pracujący najemnie Polak zarabia przeciętnie brutto ok. 3 tysięcy złotych, czyli circa 2 tysiące na tzw. rękę. Mniej więcej dwa razy tyle zarabia kasjerka we francuskim hipermarkecie; we Francji oczywiście.
Projektowane przez rząd dodatkowe ubezpieczenia nie obejmują tzw. świadczeń niegwarantowanych. Enigmatycznie rząd mówi o takim systemie ubezpieczeń, który je finansuje w całości lub znacznej części. Informacje (niedementowane) o tym, że za operację tętniaka z użyciem stentgraftu NFZ (lub jego następcy) nie zapłaci ani grosza (a zabieg wyceniony jest na ok. 40 tys. złotych) mogą budzić uzasadnione obawy, wręcz strach u potencjalnych pacjentów.
Raz: bo jest to zabieg ratujący życie, a trzeba będzie za niego zapłacić, choć rząd mówi, że wszystko co dotyczy w medycynie ratowania życia, będzie w pełni refinansowane przez narodowego ubezpieczyciela.
Dwa: bo skąd przeciętny Polak, mający - dajmy na to - 50 lat ma wziąć 40 tys. złotych, jeśli ich nie ma. Kredyt w banku? A jaki bank da mu pożyczkę na 20 lat?
Trzy: bo nie ma możliwości wykupienia dodatkowej polisy, dzięki której w felernych sytuacjach pacjent nie musiałby ponosić gigantycznego wysiłku finansowego.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH