Rozmowa z doc. Joanną Mikulską-Meder, kierownik Kliniki Rehabilitacji Psychiatrycznej w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie

- Już od pięciu lat walczy Pani o prawa pacjentów chorych na schizofrenię. Czy możemy już powiedzieć, że Polska stała się w tym czasie krajem przyjaznym ludziom cierpiącym na choroby psychiczne?

- Nic się nie zmieniło. Nie udało nam się wprowadzić leczenia lekami o przedłużonym działaniu. Ponadto stare leki, cenione przez psychiatrów, znikają z rynku. Są tanie i nierentowne... Ot, np. wycofano tanie leki stosowane w leczeniu ciężkiej depresji, a nie dano nic w zamian. Niestety, nowe i nowoczesne leki są bardzo drogie. Naszych pacjentów, często żyjących na utrzymaniu rodziny, nie stać na ich kupno.

- Czy bardzo odbiegamy od norm unijnych w leczeniu chorych na schizofrenię?

- Podam pani przykład. Na liście leków refundowanych jest np. Thioridazyna, która jest kardiotoksyczna.
Już dawno została przez psychiatrów wycofana z terapii lekowych, a na liście leków refundowanych nadal się znajduje.
Niestety, polska farmakoterapia jest dość uboga. Straszne dla naszych lekarzy psychiatrów jest poczucie, że wszędzie na świecie specjaliści mają już dostęp do nowoczesnych form terapii lekowej.

- Na czym polegają różnice między leczeniem psychiatrycznym w Polsce a w krajach Europy Zachodniej?

- Komfort leczenia w UE to leczenie środowiskowe. Chory psychicznie jest tam traktowany tak, jak każdy inny chory i może normalnie żyć. Nasze lecznictwo psychiatryczne nie daje takiej możliwości. Szpitale są za duże i często położone daleko od miejsca zamieszkania, ale, niestety, nie ma form alternatywnych.
Po wypisaniu chorego ze szpitala, my, jako psychiatrzy, mamy obowiązek poinformować pacjenta, gdzie dalej powinien się leczyć i prosić o pomoc.
Problem polega na tym, że nie mamy takiemu choremu czego zaproponować.
Jest zbyt mało placówek, które mogą się zająć chorym w razie jego kryzysu. Osoba chora na schizofrenię to wrażliwy, inteligentny człowiek, któremu my lekarze mamy pokazać, jak dalej żyć z chorobą, wskazać miejsce, gdzie może się leczyć, znaleźć pomoc, wsparcie. Niestety, form pośrednich jest zbyt mało.

- Czy brak leczenia środowiskowego wynika z braku środków, czy są też inne przyczyny?

- Liczba lekarzy w poradniach psychiatrycznych została zmniejszona. Powstała też luka pokoleniowa. Starsi psychiatrzy się wykruszają... Następne pokolenie myśli o pracy w sektorze prywatnym, poza granicami kraju. Edukacja lekarza psychiatry trwa co najmniej pięć lat. Aby zostać jednak dobrym specjalistą w tej dziedzinie, trzeba tego czasu na edukację poświęcić więcej. Obecnie pojawiają się kłopoty kadrowe. Dla pacjentów to tragedia, gdyż nie mają oni łatwego dostępu do lekarza. A na wizyty prywatne często brakuje im pieniędzy.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH