Szpital tonął, nikt nie krzyczał
- Wojciech Kuta
- 13-06-2011 13:33
Rozmowa z Jakubem Szulcem, wiceministrem zdrowia
Rynek Zdrowia: - Z oczywistych względów Ministerstwo Zdrowia podkreśla pozytywne skutki czekającego nas wkrótce wejścia w życia Ustawy o działalności leczniczej, w tym m.in. tworzenia szpitalnych spółek. Żadnych wątpliwości?
Jakub Szulc: - Wprowadzaniu tak obszernej i złożonej regulacji muszą towarzyszyć pewne obawy. Także u jej twórców. To naturalne. Ustawa diametralnie zmienia sposób definiowania systemu ochrony zdrowia, a późnej - mam nadzieję - także myślenia o nim. Przecież tak często w różnych dyskusjach pojawiały się opinie, że to nie spółki, ale samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej są wręcz niezbędne...
- Taka wysoka ocena SPZOZ-ów należy już chyba do rzadkości.- Odsyłam w takim razie do uzasadnienia wniosku o wyrażenie wotum nieufności wobec minister Ewy Kopacz i całej debaty politycznej wokół nowych rozwiązań systemowych.
- To tylko polityka. Częściej słychać głosy w rodzaju: "Spółki tak, ale nie na taką skalę". Poseł Bolesław Piecha przypomina, że w żadnym kraju, poza Estonią, funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia nie opiera się na skomercjalizowanych szpitalach.- Nie mam wątpliwości co do tego, że spółki prawa handlowego to najlepsza formuła działalności podmiotów świadczących usługi medyczne z jednego zasadniczego powodu - mamy za sobą ponad 10 lat doświadczeń związanych ze szpitalami przekształconymi przez polskie samorządy w spółki. Jest ich już prawie 130 i te doświadczenia są zdecydowanie pozytywne. Rzeczywiście, nie ma systemu, który tak bardzo postawiłby na spółki prawa handlowego. Z drugiej strony, m.in. praktyka placówek już funkcjonujących w tej formule dowodzi, że ten model się sprawdził. Cała dyskusja na poziomie politycznym sprowadza się do tego, iż szpital powinien prowadzić działalność nie dla zysku, a spółka - z definicji - musi zysk przynosić. Tymczasem podstawowym obowiązkiem zarządu spółki jest dbanie o jej płynność finansową. Wszystko zatem można zastrzec w statucie i samej umowie spółki. Dlaczego w rozmowach merytorycznych, a nie sporach wyłącznie retorycznych, nikt ze zwolenników SPZOZ-ów nie odwołuje się do przykładów spółek, które już z powodzeniem funkcjonują? Przecież stanowią one obecnie ok. 15% wszystkich szpitali w naszym kraju.
- Dyrektorzy publicznych szpitali i samorządowcy, także ci przychylni spółkom, wyrażają obawy dotyczące sytuacji, kiedy podmiot prawa handlowego prowadzący lecznicę będzie notował stratę, np. wskutek niskiego finansowania procedur przez płatnika.- Spółka przede wszystkim ma zachować płynność. Jeśli notuje stratę, to zawsze można w niej przeprowadzić postępowanie ugodowe, którego beneficjentem nie może być SPZOZ. Wmawia się nam, że traktujemy spółki jako lek na całe zło ochrony zdrowia w naszym kraju. To nieprawda. Chcemy jednak, aby właściciel szpitala - organ założycielski publicznego zakładu opieki zdrowotnej lub główny udziałowiec w przypadku spółki - w pełni odpowiadał za to, co się dzieje w jego podmiocie. Nie mówimy więc samorządom - przekształcajcie publiczne ZOZ-y w spółki. Mówimy natomiast: proszę bardzo, można prowadzić szpitale w formie SPZOZ-ów, ale też trzeba odpowiadać za ich wynik finansowy.
- Marszałkowie województw zgłaszali zastrzeżenia wobec planowanego tempa przekształceń i wielkości środków, które będą musieli przeznaczyć na pokrycie szpitalnych zobowiązań.- Myślę, że poza stanowczym głosem marszałka Adama Struzika, zarządy województw nie wyrażały w tej materii szczególnych obaw. Z przedstawicielami urzędów marszałkowskich spotykamy się dość często, m.in. w specjalnym zespole ds. zdrowia. Samorządowcy nie potępiają w czambuł nowych rozwiązań, natomiast chcą rozmawiać i uczestniczyć w pracach nad ich wdrażaniem. Dokonujemy fundamentalnej zmiany w systemie, dlatego nie dziwię się wielu krytycznym opiniom ze strony środowiska medycznego oraz organów założycielskich.
- Ci ostatni mają chyba powody do niepokoju. Tak zwana reguła wydatkowa dyscyplinująca politykę finansową samorządów z jednej strony, a z drugiej konieczność przejęcia długów SPZOZ-ów. Niektórym trudno to będzie pogodzić.- Taka teza jest poważnym nadużyciem w kontekście dyskusji wokół Ustawy o działalności leczniczej, ponieważ przejęcie zobowiązań przez samorządy dotyczy wyłącznie sytuacji, w której dług szpitala przekracza 50% wartości jego rocznych przychodów. Warto wobec tego się przyjrzeć, jaka przypadałaby średnia spłata - według danych Ministerstwa Finansów - na jeden organ założycielski, zakładając teoretycznie, iż trzeba będzie przekształcić wszystkie szpitale działające obecnie w formie SPZOZ-u. Okazuje się, że ta średnia kwota spłaty wyniosłaby tylko 220 tys. zł.
- Rzeczywiście, niewiele. Tyle że to wyliczenie jest statystyczną średnią. Nie wszędzie może być tak różowo.- Jak każda miara uśredniająca, także i ta nie oddaje wszystkich wartości skrajnych i nie może w pełni odzwierciedlać stanu rzeczywistego. Jednak faktem jest, że tak naprawdę to 15-20% podmiotów generuje aż 70- 80% wszystkich zobowiązań SPZOZ-ów. I te samorządy na pewno staną przed mniejszymi lub większymi problemami związanymi z przyszłością prowadzonych przez siebie szpitali. Pozostaje zapytać, co robiły te samorządy, kiedy ich SPZOZ-y szły pod wodę? W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że dyskusję o planowanych zapisach rozpoczęliśmy w połowie roku 2010. Już wtedy zaznaczaliśmy, że chcemy, aby samorząd odpowiadał za wynik finansowy szpitala. Staraliśmy się uniknąć sytuacji, w której narazilibyśmy się na zarzut, iż z zaskoczenia wprowadzamy tak ważne rozwiązania. Przy założeniu, że SPZOZ ma ujemny wynik finansowy, a samorząd nie decyduje się go pokryć i rozpoczyna procedurę przekształcenia zakładu w spółkę lub jednostkę budżetową, w praktyce koniec tej ścieżki nastąpi dopiero w III-IV kwartale 2013 roku. Samorządowcy zatem już od połowy 2010 roku powinni się przygotowywać do podjęcia decyzji - pokrywamy dług czy przekształcamy? Realizacja wybranego wariantu przypadnie na lata 2011-13. To naprawdę sporo czasu.
- Na dotacje dla samorządów tworzących szpitale-spółki budżet państwa ma przeznaczyć 1,7 mld zł. Czasy dla budżetu nie są łatwe. Można być pewnym tych pieniędzy?- Mówimy o środkach finansowych, które są już częściowo do dyspozycji w roku 2011. Kiedy konstruowaliśmy tegoroczny budżet, przeznaczając 780 mln zł na plan B, zastrzegliśmy w zapisie budżetowym, że są to środki na realizację planu B lub innych zadań związanych z restrukturyzacją finansową jednostek ochrony zdrowia. Efekt finansowy wsparcia przewidzianego w ustawie oparty jest na dwóch założeniach: obejmuje najbliższe trzy lata, a po drugie - przekształci się ok. 40% SPZOZ-ów, które odpowiadają za 40% ich łącznego zadłużenia. Dotacje obejmą zobowiązania publicznoprawne, a w przypadku cywilnoprawnych - podobnie jak w planie B - jeżeli organowi założycielskiemu bądź samemu SPZOZ-owi uda się doprowadzić do ugody, to za każdą umorzoną złotówkę dostaje złotówkę w formie dotacji. Rozwiązania finansowe zawarte w Ustawie o działalności leczniczej są bardzo zbliżone do tych w planie B, z jedną bardzo istotną różnicą korzystną dla samorządów: w planie B dla przekształcenia w spółkę konieczna była likwidacja SPZOZ-u, natomiast ustawa nie wymaga procedury likwidacyjnej, która powodowała, że organ założycielski przejmował wszystkie zobowiązania SPZOZ-u. W Ustawie o działalności leczniczej następuje przekształcenie z mocy prawa, czyli spółka jest następcą prawnym SPZOZ-u, a samorząd nie przejmuje zobowiązań publicznego zakładu. Oczywiście poza wspomnianą sytuacją, gdy dług jednostki przekracza 50% jego rocznych przychodów.
- Nie brakuje opinii, że po raz kolejny publiczne pieniądze wędrują tam, gdzie dzieje się źle. Państwo nie premiuje tych, którzy radzą sobie dobrze - nie mają długów, dbają o rozwój placówek. Nie warto im pomagać, np. wspierając modernizację infrastruktury?- Jednym z głównych problemów naszych szpitali, utrudniającym im racjonalne prowadzenie działalności - oprócz ułomnej formy prawnej - jest garb zadłużenia. Są jednostki bilansujące się już od pewnego czasu, dobrze zarządzane, które wciąż borykają się ze skutkami "starych" zobowiązań. Ich obsługa może pochłaniać rocznie nawet kilka milionów złotych. Cierpi na tym szpital, bo nie może normalnie funkcjonować, tracą też pacjenci, gdyż te pieniądze mogłyby być przeznaczane na leczenie. Musimy więc tworzyć warunki do tego, aby szpitale były zorganizowane według jak najlepszych zasad. Nie chodzi tylko o spółki, ale i konsolidację na poziomie oddziałów lub całych jednostek, a także tworzenie adekwatnej do potrzeb zdrowotnych struktury łóżek. Zgadzam się oczywiście z tym, że należy wspierać tych, którzy dobrze zarządzają szpitalami. Jednak nie jest to materia do regulacji ustawowej.
- Resort zdrowia jest kreatorem polityki zdrowotnej i dysponuje różnymi możliwościami zachęcającymi szefów lecznic np. do inwestowania w jakość świadczeń.- Do końca tego roku przedstawimy dwa rozwiązania dedykowane szpitalom, które dobrze sobie radzą. Umożliwią im lepszy dostęp do środków zarówno na finansowanie bieżącej działalności, jak i inwestycji. Jednak na podanie szczegółów dotyczących obu projektów jest jeszcze za wcześnie.