Do sanatorium "Pod Tężniami" w Ciechocinku goście przyjeżdżają z całego świata. Kiedy kilka lat temu dyrektor Witold Kolbowicz postawił na przyjmowanie kuracjuszy pełnopłatnych, łamał sobie głowę nad tym, jak ich zatrzymać i sprawić, żeby chcieli przyjechać ponownie.

Najpierw musiał poznać ich życzenia. W holu powiesił hasło: "Jeśli jesteś zadowolony powiedz o tym innym, jeśli nie - powiedz o tym nam"... Witold Kolbowicz uznał, że warto rozmawiać z Polonusami, którzy bywają w świecie, uczyć się od nich.
- Po prostu pytałem gości, co się im u nas podoba a co nie - wspomina. - Wtedy szkolenia personelu nic nie dawały, bo tak naprawdę nie znaliśmy dobrze oczekiwań kuracjuszy.

Pożegnanie zNFZ

Dzisiaj gości, także zagranicznych, jest tylu, że sanatorium mogło zrezygnować ze starań o pozyskanie pacjentów kierowanych przez NFZ. To właśnie coraz mniejsze limity kuracjuszy ze skierowaniami zmusiły dyrektora poszukiwania gości, którzy byliby gotowi w całości pokryć koszty pobytu.
- Rok w rok ubezpieczyciel ograniczał ilość skierowań na pobyty. Bywało tak, że dopiero w maju docierała do nas informacja, że zmniejszono ilość skierowań na dany rok. Te opóźnienia powodowały wielkie zagrożenia dla utrzymania płynności finansowej i warunków zatrudnienia - opowiada dyrektor Witold Kolbowicz.

Po pierwsze wyżywienie

Pod koniec lat 90 Kolbowicz uznał, że czas nastawić się na gości pełnopłatnych. To nie było proste. Najpierw musiał uzgodnić tę decyzję z udziałowcami - spółdzielniami mleczarskimi z całego kraju.
"Wprowadźmy komercję, a wobec mleczarzy i rolników - dostawców mleka, stosujmy stawki niższe, ulgowe. Wtedy damy radę poprowadzić to sanatorium" - argumentował.
Taka polityka spowodowała, że tzw. obłożenie gości komercyjnych i udziałowców wzrosło od 75 proc. przed laty, do 95 proc. obecnie. Dzień pobytu kosztuje - w zależności od pory roku - od 80 do 150 zł. Jeśli wierzyć dyrektorowi, tajemnica komercyjnego sukcesu sanatorium tkwi przede wszystkim w umiejętności stworzenia miłej, rodzinnej atmosfery.
- Gość głodny, albo źle żywiony, jest niezadowolony - wspólnie z personelem "odkryli" pierwsze z praw rządzących preferencjami kuracjuszy. Gość ma prawo wybrzydzać, a oni muszą zrobić wszystko, żeby tak nie było. Dlatego "Pod Tężniami" wszystkie posiłki, łącznie z obiadem, kuracjusze komponują sobie sami, ze szwedzkiego stołu.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH