Zbierałem baty za wszystkich, kiedy ojciec był moim szefem w Aninie. Łatwiej mu było ochrzanić mnie niż kogoś innego - wyznaje nam Grzegorz Religa.

Nie dyskutuje z ojcem o polityce. Nie zna się na niej, a i sam profesor Zbigniew Religa nie ma ochoty na takie rozmowy przy rodzinnym obiedzie. Ostatnio też sobie nie pogadali: - Tato, co myślisz o seksaferze? - A co mam myśleć - odpowiedział profesor, ucinając najwyraźniej mało interesujący go temat.
Grzegorz Religa, kardiochirurg z II Kliniki Kardiochirurgii i Transplantologii Instytutu Kardiologii w Aninie, wie, że wymiana zdań potoczyłaby się zupełnie inaczej, gdyby chciał poznać ojcowskie uwagi na temat przypadku pacjenta, któremu np. właśnie wszczepił sztuczne komory serca. Wtedy zawsze może liczyć na second opinion, choć, jak sam przyznaje, już nie pamięta, kiedy ostatni raz był zmuszony prosić o radę w tej sprawie samego ministra zdrowia.
- Takie operacje wykonuję od 7 lat i trochę się już znam na tym, co robię - mówi doktor Grzegorz Religa z dozą pewności, ale i pokory, jakiej uczy medycyna.
Dla Religi juniora, senior jest niedościgłym wzorem. Ale przecież nie tylko dla niego, bo także dla całego pokolenia młodych kardiochirurgów.
- Porównywanie się z nim nie ma sensu.
Nasze drogi kariery zawodowej są inne.
Zaczynaliśmy pracę w dwóch różnych epokach kardiochirurgii - uważa Grzegorz Religa. Z zadowoleniem podkreśla, że ma już grono oddanych pacjentów, którzy najpierw widzą w nim lekarza, który uratował im życie, a dopiero potem syna znanego profesora.
O tym, że chce być lekarzem, po raz pierwszy pomyślał pod koniec liceum.
Rozmów na ten temat z ojcem czy mamą, która też jest lekarzem, raczej nie prowadził. Z tamtych lat najbardziej pamięta za to jedną rozmowę z ojcem, dość zasadniczą: - Sam zdecyduj co chcesz robić, możesz kopać rowy...
- To było chyba wtedy, kiedy nieco rozrabiałem jako punk - przypomina sobie tamte czasy 40-letni dzisiaj doktor Grzegorz Religa. Bardziej niż zbliżająca się matura interesowała go wtedy perkusja.
- Jeśli już to właśnie chcesz robić w życiu, to przynajmniej graj dobrze, a nie byle jak - kończył rozmowę już bardziej pojednawczo nastawiony tata.
- Nie dostałem się na medycynę za pierwszym razem - doktor uprzedza pytanie.
Do otrzymania indeksu w Akademii Medycznej w Warszawie zabrakło mu paru punktów. Na Śląsku, gdzie wtedy pracował profesor Religa, punktowy limit był niższy i dawał szansę na studia.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH