Luiza Jakubczyk | 10-05-2017 14:08

Suplementy może sprzedawać każdy

Raport Najwyższej Izby Kontroli na temat rynku suplementów diety wywołał lawinę komentarzy. Uwagi kontrolerów były kierowane przede wszystkim pod adresem GIS. Dostało się też resortowi zdrowia. Co takiego w nim było, że spotkał się z tak mocną reakcją?

Najpoważniejsze zastrzeżenia NIK dotyczyły braku przepisów, które dostatecznie chroniłyby konsumentów w zakresie wprowadzania suplementów do obrotu, a potem nadzoru nad nimi, co prowadzi do sprzedaży preparatów zawierających niedozwolone, szkodliwe dla zdrowia składniki: bakterie chorobotwórcze, substancje zakazane z listy psychoaktywnych czy stymulanty podobne strukturalnie do amfetaminy, czyli działające jak narkotyki.

W obecnym stanie prawnym

każdy może wprowadzić suplement na rynek, deklarując jedynie jego skład organom sanitarnym w drodze tzw. notyfikacji. To powoduje, że wiele suplementów nie wykazuje cech deklarowanych przez producentów, a szansa, że preparat zostanie zbadany jest statystycznie niewielka. Skala rynku przekracza aktualne możliwości kontrolne Inspekcji Sanitarnej - w 2016 roku było ok. 600 notyfikacji, zaś inspektorów zajmujących się m.in. przyjmowaniem i rozpatrywaniem powiadomień jest tylko siedmiu.

Nawet jeśli preparat trafi pod lupę inspektorów, sama procedura weryfikacji zgłoszenia odbywa się z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Jeszcze dłużej trwają postępowania wyjaśniające, co oznacza, że wycofanie szkodliwego produktu trwa latami, a kary nakładane na nieuczciwych przedsiębiorców są symboliczne. Dodatkowo, obok legalnego rynku notyfikowanych suplementów diety istnieje szara strefa z preparatami, których wprowadzenia na rynek nikt nie zgłasza. W takiej sytuacji ochrona konsumentów jest fikcją.

Unijne regulacje

NIK koncentruje się w raporcie w dużej mierze na nadzorze nad tym rynkiem. Stąd uwagi były kierowane przede wszystkim pod adresem GIS. "Organy państwowe odpowiedzialne za bezpieczeństwo stosowania tych produktów nierzetelnie realizowały zadania związane z wprowadzaniem ich po raz pierwszy do obrotu. Nieskuteczny był także nadzór nad jakością zdrowotną suplementów diety, również w niedostatecznym zakresie prowadzono edukację żywieniową dotyczącą tych produktów" - ocenił NIK.

Wezwany do tablicy GIS uznał, że NIK wyszedł z błędnego przekonania, że suplementy - tak jak leki - przechodzą proces rejestracji. - Takiego pojęcia jak dopuszczanie suplementów do obrotu nie ma. Suplementy nie są lekami, zatem podlegają jedynie procedurze notyfikacji - powiadomieniu o zamiarze sprzedaży, a nie rejestracji.

GIS broni się, wskazując na ograniczenia, jakie nakłada nań prawo unijne dotyczące swobodnego przepływu towarów, zgodnie z którym nie można blokować wprowadzenia suplementu do obrotu, a działoby się tak, gdyby GIS - zgodnie z założeniami NIK - weryfikował wszystkie zawiadomienia natychmiast po ich złożeniu.

- Długi czas rozpatrywania zgłoszonych notyfikacji wynika stąd, że każda jest dokładnie sprawdzana. Zdarza się bowiem, że zakres kontroli znacznie wykracza poza regulacje unijne np. w zakresie zawartości substancji farmakologicznych. Zgodnie z wieloma wyrokami Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, nie może to blokować sprzedaży - skomentował Jan Bondar, rzecznik GIS.

Branża się samoograniczy?

NIK w raporcie wskazuje też na brak dostatecznej samoregulacji branży, pokazując przykład innych państw, gdzie istnieją utrwalone praktyki samoograniczania zapobiegające nadużyciom.

Raport i jego wnioski branża producentów i dystrybutorów suplementów przyjęła dość chłodno, odżegnując się od opisanych oszukańczych praktyk, które - w ich ocenie - są krzywdzące dla "rzetelnych producentów suplementów diety". Wskazują, że omawiane w raporcie NIK przypadki dotyczyły szarej strefy rynku.

- Przedstawiona działalność przestępcza, polegające na fałszowaniu produktów powinna być piętnowana, ale nie może być łączona z funkcjonowaniem legalnego rynku suplementów diety - zauważa Krajowa Rada Suplementów i Odżywek. Podobnie ocenia raport Federacja Suplementów: - Prawdą jest, że zdarzają się nieuczciwi producenci, a co za tym idzie - do obrotu trafiają produkty jakościowo odbiegające od właściwych standardów, które powinny spełniać preparaty trafiające do rąk konsumenta.

Jednocześnie środowisko podkreśla mocno swoje zaangażowanie w prace nad nowelizacją Ustawy o Bezpieczeństwie Żywności i Żywienia i edukację pacjentów. Federacja Suplementów zwróciła się też z apelem do mediów o prezentowanie prawdziwych informacji na temat tych produktów, przypominając o swoich propozycjach rozwiązań "mających na celu ograniczenie nieetycznych lub wprowadzających w błąd przekazów reklamowych z niezależnym arbitrażem przy organizacji reprezentującej konsumentów".

Przyjrzeć się reklamie

NIK w swoich wytycznych wskazuje przede wszystkim na rozwiązania legislacyjne: wprowadzenie systemu opłat za notyfikację suplementów diety czy uregulowanie procedur wycofywania. Postuluje też podwyższenie kar finansowych dla podmiotów wprowadzających do obrotu niebezpieczne lub nielegalne suplementy diety.

Równie istotną kwestią jest uregulowanie reklamy suplementów. W tym obszarze w sukurs NIK przyszedł UOKiK, który monitoruje rynek, choć jak wskazał rapor t NIK, w minimalnym zakresie. Wątpliwości Urzędu budzi przede wszystkim przypisywanie tym produktom właściwości, które posiadają leki. Reklamy sugerują szybką poprawę zdrowia, zrzucenie wagi, wykorzystują autorytet farmaceuty czy pedagoga szkolnego, niewiedzę, nieświadomość, brak doświadczenia klientów i nadużywają zaufania odbiorców.

Oprócz klasycznej reklamy występuje również sponsoring programów oraz lokowanie produktu, a także praktyka tzw. znaków parasolowych ("umbrella branding"): upodabnianie do siebie produktów należących do różnych kategorii.

Kolejnym problemem jest oznaczanie opakowań suplementów diety. Nawet jeśli określenie "suplement diety" jest zamieszczone w bezpośrednim sąsiedztwie nazwy handlowej - prezentowane jest czcionką znacznie mniejszą i mało widoczną.

Co planuje MZ

Z dotychczasowych wypowiedzi przedstawicieli resortu zdrowia wynika, że rozwiązania zaproponowane w prawie farmaceutycznym będą koncentrować się na wprowadzeniu ograniczeń w reklamie, zaostrzeniu kar dla firm nieprzestrzegających przepisów związanych z ich wprowadzaniem do obrotu oraz wprowadzeniem opłaty za przeprowadzone postępowanie.

- Widzimy nieprawidłowości i zjawisko upodabniania się tych preparatów do leków, a przez to wprowadzania odbiorców w błąd. Resort planuje oddzielić kolorystycznie suplementy diety dostępne w aptekach. Ich opakowania będą wyglądać inaczej. Planujemy też zmiany związane z ich nazwami, by wyraźnie odróżniały się od produktów leczniczych. Będą też wykonywane badania składu tych substancji, by w obrocie aptecznym nie było preparatów, które zawierają śladowe ilości substancji, która jest deklarowana w składzie tego preparatu - zapewnia wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda.

Jeśli chodzi o reklamę, resort zapowiada zmiany ustawowe w postaci kontroli reklam, ale nie a priori, czyli kontroli prewencyjnej, jak jest na przykład w Belgii, ale a posteriori, następczą. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości, fałszywej treści w reklamie itd., określone instytucje dostaną prawo karania nieuczciwego przedsiębiorcy wysokimi mandatami, które będą miały klauzulę natychmiastowej wykonalności.