Dzięki zastosowaniu nowoczesnych narzędzi informatycznych można uniknąć błędów, które skutkują milionowymi stratami

Tak zwana zasada dziesięciokrotności stanowi, że wykrycie błędu na etapie produkcji kosztuje 10 złotych, u klienta już złotych sto! Przemnożywszy wielkość produkcji firmy farmaceutycznej X przez te liczby, okazać się może, że jednostkowo popełniony błąd kosztować ją może grube miliony.

W 2002 r. firma CryoLife (produkuje między innymi super nowoczesne zastawki serca) ogłosiła eufemistycznie, że "nie jest pewna jakości swych produktów" wykorzystywanych przez amerykańskich chirurgów w trakcie operacji. W odpowiedzi federalna Administracja ds. Żywności i Lekarstw (Food and Drug Administration) nakazała natychmiastowe wycofanie wadliwej partii produktu. Koszty wynikłe z tego błędu przekroczyły 27 milionów dolarów...

Skutkiem takich i podobnych wpadek były zmiany w amerykańskim prawie, na mocy których zobowiązano producentów już nie tylko do rejestrowania czynności, ale też pracowników uczestniczących w procesie produkcji.

Same szkolenie to za mało

Przed tak kosztownymi pomyłkami można byłoby się ustrzec, organizując szkolenia dla pracowników, przestrzegając unijnych procedur jakości itd. Te działania są jak najbardziej potrzebne, ale...

Wdrożenia najwyższych standardów bezpieczeństwa wymagają od menedżerów i pracowników dostosowania się do żelaznych procedur. Wszystko po to, aby praca była wykonywana na najwyższym poziomie i nie generowała dodatkowych kosztów. Teoretycznie, kierując się tym wzorcem postępowania, błędów można uniknąć. Teoretycznie...

- Nie ustrzegą przed nimi nawet okresowe audyty bezpieczeństwa. Wystarczy, że ktoś będzie przemęczony, ktoś obciążony dodatkowym stresem. Niekoniecznie związanym z pracą. Taki pracownik może wykonać zadania w niewłaściwej kolejności i skutki będą fatalne - podkreśla Tomasz Zarzycki, menedżer Apriso, dostarczającego rozwiązania informatyczne dla sektora life science (technologii medycznych).

W 2006 r. w Polsce mieliśmy tzw. aferę corhydronową. Przypomnijmy: pomylono skolinę z corhydronem. Oba produkty, jak donosił Dziennik, stały w magazynie u producenta tuż obok siebie. Ponieważ wyglądały dość podobnie, nikt nie zareagował, gdy do oznakowania ampułek wykorzystano niewłaściwe etykiety.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH