Ryszar Rotaub | 01-03-2011 10:27

"Starzy" przegrali z "nowymi"

Małopolski NFZ sam złożył wniosek do Centrali Funduszu i resortu zdrowia o przeprowadzenie kontroli legalności i rzetelności kontraktowania

Konkurs na pełny zakres świadczeń medycznych odbył się w Małopolsce po raz pierwszy od czterech lat. Wcześniej kontrakty były przedłużane aneksami. Po ogłoszeniu wyników otworzył się worek z pretensjami.

Zastrzeżeń było tak wiele, że Małopolski Oddział Wojewódzki NFZ sam złożył wniosek do Centrali Funduszu i Ministerstwa Zdrowia o przeprowadzenie kontroli legalności i rzetelności kontraktowania.

Ustalenia komisji kontrolnej miały być znane pod koniec stycznia.

Największe kontrowersje wywołał proces kontraktowania świadczeń w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej oraz w leczeniu szpitalnym. Złożono rekordową liczbę odwołań - w sumie ponad 1200 (do 25 stycznia br. pozytywnie rozpatrzono zaledwie kilka).

Konkurencja i błędy

Konkursy zostały przeprowadzone na 11 rodzajów świadczeń, łącznie wpłynęło 5725 ofert. Dyrektor Małopolskiego OW NFZ Barbara Bulanowska zwróciła uwagę podczas nadzwyczajnej sesji małopolskiego sejmiku, że wiele ofert zawierało błędy, o czym świadczy liczba wezwań do usunięcia uchybień: w sumie Fundusz wystosował ich 3940.

W związku z tą sytuacją Małopolski OW NFZ ogłosił 274 konkursy uzupełniające.

Ich rozstrzygnięcia zaplanowano między 20 stycznia a 15 lutego.

- Spora część ofert przepadła, ponieważ odpowiedź na wezwanie nigdy nie nadeszła. Część ofert została od razu odrzucona ze względu na poważne błędy, dyskwalifikujące świadczeniodawcę już na starcie - podkreśla w rozmowie z Rynkiem Zdrowia Jolanta Pulchna, rzecznik Małopolskiego OW NFZ.

- Uważam, że konkurs został przeprowadzony dobrze i zgodnie z prawem - oceniła dyrektor Bulanowska, odpowiadając jednocześnie na pytanie radnego sejmiku, czy wobec zarzutów pod jej adresem zamierza podać się do dymisji.

Pozostaje pytanie, czy oczekiwana dymisja rozwiązałaby problem: biegu niektórych spraw nie da się już odwrócić.

Marcin Kuta, prezes Stowarzyszenia Szpitali Małopolski i dyrektor Specjalistycznego Szpitala im. E. Szczeklika w Tarnowie, nie ukrywa w rozmowie z Rynkiem Zdrowia, że nie zazdrości lekarzom, których nie tak dawno temu namawiano, by "wzięli sprawy we własne ręce" i otwierali przychodnie.

- Mówię o świadczeniodawcach, którzy latami budowali swoją markę, inwestowali, zastawiali domy, działki, brali kredyty. Wielu z nich przeżywa obecnie dramat, ponieważ otrzymali kontrakt minimalny lub nie dostali go w ogóle.

Tymczasem okazało się, że umowy zawarto z zupełnie nowymi podmiotami - zaznacza dyrektor Kuta.

- W dodatku nie sposób dowiedzieć się, co było przyczyną przegranej. Nikt nie może zajrzeć do ofert konkurentów, nie ma zatem możliwości sprawdzenia, w czym byli lepsi - podkreśla Marcin Kuta i jednocześnie zwraca uwagę na wysyp ogłoszeń w mediach branżowych o poszukiwaniu lekarzy przez nowe podmioty, które właśnie otrzymały kontrakt.

Zauważa również, że - prawdopodobnie z powodu braku odpowiedniego personelu medycznego - nowe poradnie nie przyjmowały w styczniu pacjentów.

Podobnie postrzega problem Jerzy Friediger, wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Krakowie.

- Dziwnym trafem w rankingu lepiej wypadły nowo otwarte placówki, które często nie mają wystarczającej obsady kadrowej ani doświadczenia, gorzej natomiast poradnie, które na rynku działają od lat i "dopracowały się" stałych pacjentów.

Wiele z nich nie dostało kontraktów, mimo wymogu ciągłości i kompleksowości udzielania świadczeń - mówi Jerzy Friediger w rozmowie z Dziennikiem Polskim.

Nauczka dla inwestorów?

Jerzy Friediger nie przebiera w słowach.

Skandalem nazywa fakt, że jedna decyzja urzędników może zniszczyć placówkę z wieloletnim dorobkiem. I to w czasie, kiedy minister zdrowia usiłuje doprowadzić do komercjalizacji szpitali.

Wiceprezes krakowskiej ORL przestrzega też środowisko, że za dwa lata mogą się pojawić kolejne przepisy i w kolejnym, anonimowym konkursie znów wygrają "nowi". Pytanie, kto przy zdrowych zmysłach będzie dalej inwestował?

Najbardziej spektakularnym przykładem takich dylematów potencjalnych inwestorów wydaje się być NZOZ Szpital Miejski w Rabce-Zdroju: brak kontraktu na działalność oddziału wewnętrznego groził likwidacją lecznicy, przekształconej trzy lata temu w samorządową spółkę.

"Fundusz likwiduje pierwszy w Małopolsce duży szpital, który się nie zadłuża, został przekształcony zgodnie z wytycznymi ministra zdrowia, a w dodatku ma sporą grupę zadowolonych pacjentów" - alarmował NZOZ w Rabce na swojej stronie internetowej, zwracając jednocześnie uwagę, że NFZ złamał własne zasady konkursu ofert i przyznał całość kontraktu podmiotowi oferującemu droższe usługi, ale wyższy standard.

Sprawa Rabki miała jednak swój happy end: 24 stycznia Małgorzata Skwarek, prezes zarządu szpitalnej spółki, przyjechała do Krakowa, aby podpisać umowę dla oddziału wewnętrznego. - Szpital w Rabce dostał kontrakt na internę wyłącznie ze względu na stwierdzenie błędów proceduralnych komisji konkursowej. To jedyny powód, dla którego odwołanie zostało uwzględnione - podkreśla Jolanta Pulchna.

Długa lista zarzutów

Ale świadczeniodawcy wiedzą swoje. Mają pretensję do płatnika głównie o: 

  • brak honorowania własnych ustaleń (przykład Rabki);
  • uniemożliwienie pełnego dostępu do informacji o konkurencyjnych ofertach, co jest niezgodne z art. 142 Ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych i z Ustawą o dostępie do informacji publicznej;
  • brak finalnego podpisania kontraktów przez świadczeniodawców z Małopolski, w związku z czym dysponują oni (stan na 24 stycznia) jedynie protokołem ustaleń nt. warunków świadczenia usług w 2011 r., wiążącym wyłącznie świadczeniodawcę (protokoły podpisywane po negocjacjach zawierają klauzulę, że ustalenia nie są wiążące dla Funduszu i nie stanowią zobowiązania do podpisania umowy); 
  • wyeksponowanie kryterium ceny oferowanej usługi w systemie punktoworankingowym przy marginalizowaniu kryterium jakości usług, posiadanych certyfikatów, kwalifikacji kadry, co w konsekwencji otworzyło kontraktową furtkę nowym podmiotom;
  • dyskryminowanie dotychczasowych świadczeniodawców poprzez: wprowadzenie w rankingu ujemnych punktów za uwagi w protokołach kontrolnych z poprzednich lat i pominięcie w kryteriach ocen zasady kontynuacji leczenia i jego kompleksowości;
  • doprowadzenie do dezorientacji pacjentów w sprawach możliwości kontynuacji leczenia i postawienie ich w sytuacji konieczności płacenia za usługi w placówkach, w których świadczenia były dotychczas finansowane przez NFZ.

Wyniki kontroli

Centrala NFZ ogłosiła 28 stycznia wyniki kontroli w Małopolskim Oddziale Funduszu. Zespół kontrolujący "nie stwierdził istotnych uchybień".

- Kontrola nie dotyczyła rozstrzygnięć konkursowych, a jedynie przestrzegania zasad i procedur przez Małopolski Oddział Funduszu - zastrzegł Andrzej Troszyński, rzecznik prasowy Centrali NFZ.

Kontrolę przeprowadzono 10-19 stycznia br. na zlecenie prezesa NFZ.

Jej zakres obejmował prawidłowość stosowania obowiązującej procedury konkursu ofert w zakresie zawierania umów o udzielanie świadczeń ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS) i lecznictwa szpitalnego (SZP) na rok 2011 i lata następne.

- Poza przypadkiem NZOZ Szpitala Miejskiego w Rabce-Zdroju i brakiem kontraktu dla oddziału wewnętrznego i okulistycznego w tej lecznicy, który to błąd został naprawiony przez komisję konkursową, generalnie innych uchybień nie było - podsumował wyniki kontroli Andrzej Troszyński.

Jak wynika z komunikatu centrali Funduszu, Małopolski OW NFZ przeprowadził 954 postępowania konkursowe dla AOS (złożono łącznie 2740 ofert). Do komisji konkursowych wpłynęły 152 odwołania. Podjęto decyzje o ogłoszeniu postępowań uzupełniających (80 rokowań i 132 konkursy).

Małopolski NFZ przeprowadził 328 postępowań dla świadczeń lecznictwa szpitalnego (SZP), w których złożono łącznie 672 oferty. Stwierdzono drobne uchybienia formalne, które - jak twierdzą kontrolerzy - nie miały wpływu na końcowy rezultat postępowania konkursowego.