Sprawdzian po tragedii

Dzięki porozumieniu Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z ośrodkami leczenia oparzeń istnieje system wzajemnego powiadamiania o wolnych miejscach

Po zapaleniu i wybuchu metanu 18 września w rejonie ściany nr 5 w pokładzie 409 na poziomie 1050 m kopalni Wujek-Śląsk w Rudzie Śląskiej życie straciło 18 górników (12 zginęło na miejscu). Kiedy zamykaliśmy to wydanie Rynku Zdrowia, 29 rannych nadal przebywało w szpitalach. Górnicy w najcięższym stanie mają poparzone ok. 80% powierzchni ciała i drogi oddechowe.
Po tragedii w Rudzie Śląskiej powróciło pytanie o wydolność naszego ratownictwa medycznego, a w tym przypadku także organizacji leczenia oparzeń. Po katastrofie w rudzkiej kopalni system nie zawiódł.
27 września 23 najciężej poparzonych przebywało w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, trzech pacjentów dochodziło do siebie w siemianowickim Szpitalu Miejskim, dwóch kolejnych - w Zespole Szpitali Miejskich w Chorzowie, a jeden - w Szpitalu Miejskim w Rudzie Śląskiej.
W ostatnich dniach września stan większości pacjentów siemianowickiej "oparzeniówki" pozostawał - według tamtejszych specjalistów - stabilny, z pewnymi symptomami poprawy. Trzech z nich, leczonych na oddziale intensywnej terapii, nie oddychało samodzielnie, ale lekarze mówili, "że jest promyk nadziei".
W dniu katastrof y w Gryficach, Łęcznej, Poznaniu i Nowej Soli na poszkodowanych górników z Rudy Śląskiej czekało w sumie 10 miejsc intensywnej terapii oparzeniowej.
- Jesteśmy w stanie zapewnić rannym wszystkie niezbędne procedury, pełną fachową pomoc - mówił dziennikarzom Mariusz Nowak, dyrektor Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.
- Ta m jest wspaniały zespół, który, jak sądzę, podjął teraz ogromny wysiłek organizacyjny, logistyczny. My też możemy w takich sytuacjach pomagać. Stoimy w gotowości - stwierdził w rozmowie z Rynkiem Zdrowia tuż po wypadku prof. Jerzy Strużyna, kierujący Wschodnim Centrum Leczenia Oparzeń w Łęcznej.
Lekarze w Siemianowicach zdecydowali o założeniu hodowli tkankowej, która posłuży do odtworzenia poparzonej skóry u każdego z pacjentów. To droga metoda, średni jej koszt to w przypadku jednego pacjenta, łącznie z późniejszym leczeniem - około 120 tys. zł. - Musieliśmy już teraz w pierwszym dniu podjąć decyzję, ale prowadzenie tej hodowli tkankowej będzie wymagało dodatkowego finansowania - zaznaczył 18 września dyrektor Nowak.
Centrum Leczenia Oparzeń ma własną pracownię hodowli komórek i tkanek; jest w niej namnażany naskórek pobrany wcześniej od chorych. W ten sposób powstają opatrunki biologiczne dla poparzonych pacjentów.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH