Specjalistów nie oddamy, czyli lojalność w czasach konkurencji

Szczególnie głośna w 2011 i 2012 roku kwestia zakazu podejmowania pracy przez lekarzy w placówkach, z którymi konkurują o kontrakt ich pracodawcy, nie poszła całkiem w zapomnienie. Ostatnio sześciu neurochirurgom z Wojewódzkiego Centrum Medycznego w Opolu oświadczono, że mają podpisać umowy z klauzulą o zakazie konkurencji. Odmówili.

Dyrekcja ustąpiła, nie wprowadzono zakazu podejmowania pracy w innych placówkach - mówi nam dr Dariusz Łątka, ordynator oddziału neurochirurgii WCM w Opolu, który - gdyby sprawa przybrała inny obrót - zostałby na oddziale jedynie z rezydentami i mógłby zajmować się tylko najbardziej pilnymi przypadkami.

 

- Chciałbym podkreślić, że nasi lekarze nie zamierzają korzystać z tego, że nie mają zakazu konkurencji.

Zarabiamy dobrze w naszym szpitalu i nie chcemy pracować gdzie indziej - deklaruje.

Prawo wyboru

Tłumaczy, dlaczego neurochirurdzy postawili się dyrekcji: - Dla nas to bardzo ważna sprawa. Uprawiamy wolny zawód i nie wyobrażam sobie nakładania na nas tego rodzaju ograniczeń.

Tym bardziej że kształcimy się za własne pieniądze, podnosimy kwalifikacje, mimo że rzuca się nam kłody pod nogi - twierdzi ordynator i dodaje, że najkrótszy kurs neurochirurgiczny kosztuje w granicach 2-3 tys. dolarów.

- Ja byłem na kilkudziesięciu takich kursach, nie wspominając o dłuższych wyjazdach. To są olbrzymie pieniądze. Nikt nigdy nie proponował, że zapłaci za moje szkolenie - mówi dr Dariusz Łątka.

Nie chodzi mu tylko o to, że lekarze kosztem osobistych wyrzeczeń zainwestowali w siebie i niejako kupili sobie prawo wolnego wyboru miejsca i sposobu wykonywania zawodu.

Przekonuje także, że możliwość podejmowania pracy u dowolnych pracodawców oznacza większą dostępność świadczonych przez nich usług.

- Dlaczego ktoś ma operować stu pacjentów na niewydolnym bloku operacyjnym określonego pracodawcy, kiedy może zoperować w jednym miejscu 50 pacjentów, a w innym kolejnych 50. To nie problem przejechać z jednego bloku na drugi - tłumaczy neurochirurg.

Jego zdaniem, zakaz podejmowania pracy przez lekarzy u różnych pracodawców stanowi formę nieuzasadnionej ochrony publicznej ochrony zdrowia przed konkurencją i ogranicza dostępność specjalistów w ramach świadczeń z NFZ.

W przypadku neurochirurgów chodzi o grupę 460 osób. Nie ulega wątpliwości, że ich umiejętności powinny być maksymalnie wykorzystane.

Problem związania specjalistów z podstawowym miejscem pracy najboleśniej odczuwają szpitale kliniczne.

Pracują w nich wysokiej klasy fachowcy, są rozchwytywani przez placówki, które chciałyby pochwalić się współpracą z nimi w ofertach przedstawianych Funduszowi. Przypomina to trochę transfery piłkarskie i szefowie szpitali klinicznych, podobnie jak prezesi piłkarskich klubów, muszą wykazać się nie lada dyplomacją, żeby przekonać utytułowanych lekarzy, by pracowali tylko dla nich.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH