Są granice oszczędności
- Iwona Bączek
- 10-03-2010 13:21
Tak to robią we Francji
- Pierwszym krokiem inwestycyjnym jest program medyczny szpitala, uwzględniający specjalności, diagnostykę, liczbę zabiegów itd. To zadanie leży po stronie inwestora. - Architekt jest jak krawiec: szyje na miarę - podkreśla Artur Słabiak. - Jeśli zamówienie jest źle skrojone, żaden projekt nie pomoże.
- Kolejna faza to program użytkowy - lista pomieszczeń zabezpieczających realizację programu medycznego, przesądzającego o wielkości obiektu i odpowiednia ich organizacja. Na tym etapie zapadają decyzje o wyborze standardów, mogących stanowić różnicę nawet 30-40% w kosztach. - Ponieważ opracowanie programu użytkowego wiąże się z głęboką znajomością funkcjonowania szpitala, we Francji zleca się go zwykle wyspecjalizowanym biurom - wyjaśnia prezes Archi + Polska. - Po przestudiowaniu liczącego około 200 stron opracowania inwestor ma już wiedzę, czy stać go na realizację przedsięwzięcia. Jeśli nie - albo obniża standardy, albo ogranicza program medyczny. Wszystko to odbywa się na długo przed pojawieniem się na scenie architekta.
- Ostatni etap stanowi projekt. Ogłaszany jest konkurs, na który wpływają zgłoszenia 70-100 ekip. Jury po ich analizie kwalifikuje do udziału w konkursie 3-5 zespołów. Otrzymują one program użytkowy i 2-3 miesiące na wykonanie projektu, przy czym zwrot kosztów pozostaje na poziomie ok. 0,5 mln euro na ekipę. Inwestor nie oszczędza, gdyż wie, że wydane w tej fazie 2 mln euro zwrócą się później oszczędnością nawet 50 mln euro w całkowitym koszcie budowy i eksploatacji szpitala.
"Podoba mi się" - to nie jest kryterium
Gotowe projekty wpływają do 5-7-oso-bowej komisji technicznej, składającej się z architektów, technologów, kosztorysantów itp. Komisja analizuje je przez miesiąc i sporządza raport dla jury, które podejmuje decyzję o wyborze. Honorarium za zwycięski projekt wynosi we Francji 10-13% kosztów inwestycji (w Polsce do 6%).
- W Polsce konkursy wciąż należą do rzadkości, a jeśli nawet są ogłaszane, ocena jakości projektów wydaje się raczej subiektywna i odbywa się na zasadzie: podoba mi się lub nie - ocenia Artur Słabiak. - Tymczasem tam, gdzie chodzi o ogromne sumy ze środków publicznych, takie racje nie wystarczają. Mało kto zadaje sobie trud rzetelnej analizy funkcjonalności, mało kto liczy koszty przyszłego użytkowania obiektu. Jury konkursowe zbiera się na 1-2 dni i ocenia w tym czasie 15-20 prac... Chodzi o to, żeby było najtaniej. Ale będzie odwrotnie: oszczędności na etapie przygotowania projektu odbiją się fatalnie na wszystkich wydatkach w przyszłości.