Powszechna wiedza o tym, że funkcja szefa szpitala jest często politycznym łupem, skutecznie odstrasza dynamicznych i przedsiębiorczych ludzi od prowadzenia publicznych placówek - mówi Jarosław Kozera, prezes STOMOZ-u.

Wygrywają "biali", dymisjonują "czerwonych". Wygrywają "czerwoni", to "biali" szukają nowej pracy albo idą na L-4. I nie jest ważne, czy człowiek "nie z naszej ekipy" jest nieudacznikiem, czy też menedżerem z konkretnymi wynikami.
Zdobywszy władzę, triumfatorzy zapominają o wyborczych sloganach w stylu, że liczy się wyłącznie fachowość, a nie poglądy polityczne i legitymacja partyjna.
Rozmówcy naszego raportu o wymianie dyrektorów samorządowych szpitali są zgodni: polityczny klucz obsadzania tych stanowisk to jedno z większych nieszczęść rodzimego lecznictwa.
Prezydent, starosta czy marszałek województwa - dowodzący organami założycielskimi jednostek gminy - m.in. szpitali, często traktują je jak strategiczne wydziały urzędów, na czele których postawiła ich lokalna społeczność. Dyrektorów szpitali mają zaś za kogoś w rodzaju naczelników czy dyrektorów owych wydziałów. Kto nie jest ze swoim pryncypałem, tego dni są policzone.
Z początkiem lata powinny już zakończyć się samorządowe dożynki rozpoczęte jesienią 2006 r. Ostatni, nie przystający do koncepcji nowej władzy, zostaną "odstrzeleni" albo sami opuszczą plac boju. Między pierwszą trąbką nawołującą do polowania a ostatnią je kończącą, tacy dyrektorzy nie myślą już wyłącznie o prowadzeniu szpitali. W końcu zakład bez nich przetrwa, a im bez pracy łatwo nie będzie; zagrożeni, szukają więc nowego pracodawcy.

Choroba ogólnopolska

Jarosław Kozera, prezes Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej (STOMOZ), kierował kiedyś dużym publicznym szpitalem w Bydgoszczy; dzisiaj pracuje w placówce niepublicznej.
- W tym publicznym zastałem wynik minus 16 mln zł, a kiedy po dwóch latach harówki odchodziłem - było to już tylko niespełna 2 mln straty.
Z bydgoskim szpitalem rozstałem się, gdyż nie godziłem się na wykonanie pewnego, politycznie uzasadnianego przez samorząd, polecenia podpisania kontraktu, nazwijmy to - w pierwszym terminie. Rzecz sprowadzała się do tego, iż nie przystałem na rozwiązanie ekonomicznie niekorzystne i nieracjonalne z punktu widzenia szpitala - wspomina Jarosław Kozera.
Jego zdaniem, przyczyną wielu roszad kadrowych w samorządowej służbie zdrowia jest to, że stanowisko dyrektora szpitala traktuje się jako powyborczy łup.
- To jedna z przyczyn niskiej efektywności działania szpitali w skali całego kraju, gdyż powszechna wiedza o tym, że taka funkcja jest często politycznym łupem, odstrasza dynamicznych i przedsiębiorczych menedżerów od profesjonalnego zajęcia się kierowaniem publicznymi placówkami - zaznacza prezes STOMOZ-u. - Jeżeli nawet sprawny menedżer chciałby pomóc mającemu problemy szpitalowi, to - widząc przykłady zwalniania dobrych dyrektorów - szybko się do tego pomysłu zniechęci.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH