Czy gwarancje producenckie na sprzęt i wyroby medyczne zawsze są w pełni wiarygodne? Pytaliśmy o to i dostawców, i szefów szpitali.

Nieostre igły w zestawach do znieczulenia dla dzieci, cieknące strzykawki, termometry stale pokazujące 42 stopnie, zniszczone odczynniki dostarczone w zwykłych pojemnikach zamiast w wypełnionych suchym lodem, przebite podczas nanoszenia numeru serii jałowe opakowania.
To kwiatki z listy bubli sprzedawanych szpitalom, jaką można ułożyć po zaledwie kilku rozmowach z dyrektorami tych jednostek.
Można rzec: banalne niedoróbki.
Bywa gorzej, kiedy dostawcy wyrobów medycznych posuwają się do przedstawiania komisjom przetargowym nierzetelnej dokumentacji, podając w niej takie informacje o sprzęcie, które mijają się z prawdą. - Firma dostarczająca narzędzia i materiały szewne twierdziła, że nie może dołączyć katalogu do postępowania przetargowego, bo akurat nie ma oryginału. Przekazała kserokopię i wtedy nasze służby zorientowały się, że niektóre pozycje w tym katalogu zostały dokserowane, bo na pewno ich nie ma w oryginale. Spostrzegliśmy to dlatego, że wcześniej widzieliśmy ten oryginał - przypomina sobie Marek Labon, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Szpitalu nr 1 Akademickiego Centrum Klinicznego AM w Gdańsku, kiedy pada pytanie o rzetelność dostawców.
Dyrektor Labon sądzi, że w tym przypadku sprzedający, aby poprawić swoją sytuację w przetargu, próbował stworzyć wrażenie, że jego pozycja i doświadczenie na rynku są większe niż w rzeczywistości.

Tanio sprzedam

Ile takich przypadków zdarza się w polskich szpitalach np. w ciągu roku, trudno dociec. Na szczęście kierujący placówkami służby zdrowia przyznają, że takie zdarzenia to zupełny margines. Na tyle jednak dostrzegalny i psujący dobre zwyczaje handlowe, że zaniepokojenie tego rodzaju praktykami wyrażają również sami przedstawiciele firm sprzętowych.
Tym większe, gdy chodzi o sprzęt używany w sytuacji zagrożenia życia podczas poważnych operacji.
- Kilka razy przegraliśmy przetarg na dostawę ssaków operacyjnych - mówi Tomasz Chodkowski, dyrektor firmy Intertom.
- Zorientowaliśmy się, że jeden z naszych konkurentów za zaskakująco niską cenę proponował ssaki, które miały być równie dobre jak nasze. Wiemy, jakie są relacje cen do kosztów w tej grupie sprzętowej. Za takie pieniądze, o jakich była mowa, nie można uzyskać jakości i parametrów ssaka, o których zapewniał tamten dostawca.
Na rynku ssaków liczy się aktualnie 5-6 firm. Gdy pojawia się kolejny chętny do podziału sprzętowego tortu, nikt w branży nie jest zachwycony.
Jeśli jednak nawet posądzać dyrektora Chodkowskiego o rozpalanie ognia walki konkurencyjnej, to trudno nie zaufać dokumentom, na jakie się powołuje.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH