Ustawa o pomocy publicznej nie rozwiązuje problemu zadłużenia szpitali. W dodatku kolejny raz premiuje niegospodarność dyrektorów ZOZ-ów.

Minister zdrowia rzucił do boju ze szpitalnymi długami zbyt małe pieniądze, tj. 2,2 mld zł na pożyczki i 1,1 na umorzenia zobowiązań publiczno-prawnych.
Do oczekiwanego odkreślenia krechą epoki błędów i wypaczeń systemu finansowania opieki zdrowotnej zabraknie grubo ponad 65 proc. środków. A może więcej, ponieważ wniosku o pożyczkę nie złożyło 115 uprawnionych do tego ZOZ-ów. 760 mln zł leży więc gdzieś na boku i "nie pracuje".
Jak zauważył Rudolf Borusiewicz, sekretarz generalny Związku Powiatów Polskich, ustawa wpisuje się w ciąg rozstrzygnięć prawnych, które są karą za gospodarność, przedsiębiorczość i zaradność szefów zakładów opieki zdrowotnej.
Bo publiczne pieniądze dostaną ZOZ-y niegospodarne - z powodów systemowych (np. największe wielooddziałowe szpitale kliniczne, które nie odsyłają pacjentów dalej, bo nie mają dokąd), ale także niegospodarne ewidentnymi błędami dyrektorów.
Dostaną je także zakłady, w których prowadzi się kreatywną księgowość: wykazują w bilansie zadłużenie, choć mogłyby go uniknąć.

MANIPULACJA ZAMIAST UGODY

Z punktu widzenia dyrektorów placówek służby zdrowia, ustawa jest kuriozum. Za co menedżer powinien być punktowany i chwalony? - pytał podczas publicznej dyskusji o zadłużeniu szpitali Michał Mędraś, dyrektor Akademickiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. - Za to, że nie bierze pożyczki na płace. Osobę działającą wbrew temu kanonowi zarządzania, napiętnuje każdy kontroler za nieudacznictwo.
Tymczasem ustawa o pomocy publicznej przymusza dyrektorów do zaciągania kredytów, aby płacić za zobowiązania wynikające z tzw. ustawy 203, uchwalonej w grudniu 2000 roku, a dotyczącej podwyżek płac dla personelu medycznego. Przyjętych z pobudek politycznych przez większość parlamentarzystów poprzedniej kadencji. Ustawa jest przede wszystkim krzywdząca dla dostawców leków, środków medycznych i wszystkich innych dóbr do zadłużonych jednostek służby zdrowia.
Cywilno-prawni wierzyciele, na których opiera się funkcjonowanie ZOZ-ów, stoją na końcu kolejki oczekującej na spłatę długów przez szpitale.
- Mam 1200 takich wierzycieli, z czego 400 muszę objąć manipulacją, bo trudno to nazwać ugodą. Coś podpiszemy po to, żebym mógł otrzymać pieniądze na restrukturyzację i tytuł do wypłaty dla wierzycieli, bo tak przewidują procedury - stwierdził Michał Mędraś.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH