Robimy porządki, nie rewolucję

Wiele samorządowych programów zdrowotnych nie przynosi oczekiwanych rezultatów, gdyż nie przeprowadza się ewaluacji. Nikt dokładnie nie sprawdza efektów wydawania pieniędzy na realizację takich projektów - zwraca uwagę Beata Małecka-Libera, sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia i pełnomocnik rządu ds. projektu ustawy o zdrowiu publicznym.

Rynek Zdrowia: - Jesteśmy świadkami kolejnego podejścia do ustawy o zdrowiu publicznym. Był już gotowy projekt jesienią 2011 r., kiedy ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz odchodziła z resortu. Potem pojawiały się założenia do kolejnego projektu i zapowiedzi. Dlaczego mamy uwierzyć, że tym razem się uda i w 2016 r. ustawa wejdzie w życie?

Beata Małecka-Libera: - Jest wiele okoliczności, które dają naprawdę dużą szansę na przyjęcie tej ustawy. Przede wszystkim projekt ma ogromne poparcie ze strony pani premier. To bardzo ważne, ponieważ ustawa nie obejmuje swoim zakresem wyłącznie kompetencji Ministerstwa Zdrowia. Jest międzyresortowa, dotyczy praktycznie wszystkich ministerstw, co stanowi poważne wyzwanie. Dlatego tak istotne jest wsparcie projektu przez rząd i panią premier Kopacz.

Po drugie, doczekaliśmy czasów, w których zdrowie publiczne musi stać się najważniejszym elementem kształtowania całej polityki zdrowotnej. Powszechna jest już świadomość, że społeczeństwo się starzeje. Medycyna naprawcza pozwala nam żyć coraz dłużej, ale ten sukces implikuje inne wyzwanie - kolejne lata chcemy i powinniśmy przeżyć w możliwie najlepszym zdrowiu. Aby tak się stało, musimy zacząć inwestować właśnie w zdrowie, a nie tylko w leczenie chorób. Przypomnę, że już przy ustawie emerytalnej mówiliśmy, że trzeba przyjąć szereg ustaw wspierających.

Te czynniki sprawiają, że chyba już wszyscy znający się na polityce zdrowotnej w naszym kraju docenili z jednej strony rolę zdrowia publicznego w zakresie zapobiegania różnym schorzeniom, a z drugiej strony - konieczność podjęcia działań, które powstrzymają negatywne tendencje, m.in. związane z rozprzestrzenianiem się tzw. chorób cywilizacyjnych.

- O tych niepokojących wskaźnikach i konieczności ich poprawiania mówi się od dawna, podobnie jak o ustawie o zdrowiu publicznym.

- To prawda. Kilka lat pracowałam w podkomisji zdrowia publicznego. Na wielu konferencjach i kongresach słyszałam, jak niemal jednym głosem uczestnicy mówili, że ustawa o zdrowiu publicznym jest bardzo potrzebna. Między innymi dlatego, aby podnieść rangę wszelkich działań zapobiegawczych, profilaktyki oraz edukacji zdrowotnej.

Sama, nawet na najwyższym poziomie medycyna naprawcza już nie wystarczy, by skutecznie mierzyć się ze wspomnianymi wyzwaniami. Być może trzeba było czasu, aby dojrzeć do podjęcia decyzji o ustawowym uregulowaniu zdrowia publicznego.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH