Nie mają się za niewolników. Pracują i za swoją pracę chcą dostawać sprawiedliwe wynagrodzenie...

Na początku jest fascynacja; coś w rodzaju pierwszego zauroczenia przeciwną płcią. I objawienie: chcę być lekarzem! To zadurzenie - w czymś bardzo odległym i jednocześnie tak bliskim - pcha do klasy o, najczęściej, biologicznym profilu. Wiadomo, łatwiej dostać się na medycynę, kończąc w ogólniaku klasę o profilu biologicznym niż humanistycznym.
Następnie, jeśli ta miłość do stetoskopu, Hipokratesa i białego kitla nie osłabła, są egzaminy. Tym, którzy dostali się na wymarzoną akademię, wydaje się, że chwycili Pana Boga za nogi. Niektórzy wątpią, czy aby dobrze uczynili, decydując się na takie studia. Przyszły lekarz musi wykuć na pamięć książkę telefoniczną, jeśli tylko potrzebne byłoby mu to w przyszłości do prowadzenia praktyki - słyszą od starszych kolegów i akademickich nauczycieli zakochani w medycynie. I kują, aż iskry biją wkoło... Egzaminy, praktyki, egzaminy. Dyplom.
Potem staż. Może dla niektórych nieco upokarzający, bo jak to: ja, absolwent akademii medycznej, zarabiam na tym stażu mniej od sprzątaczki zatrudnionej w tym samym szpitalu! A gdy jest się już wyLEPionym, czeka jeszcze jedna próba charakteru: "odbywanie specjalizacji". W końcu, gdy już trzydziestka jest na karku, można odciążyć rodziców. Zostając lekarzem z krwi i kości i ze specjalizacją w ręce, nie trzeba już być na ich utrzymaniu.
Jendak już wcześniej stawiają sobie i innym pytanie: dlaczego przez te pięć lat musimy być dorosłymi dziećmi; dlaczego, gdy jesteśmy na rezydenturze, mamy otrzymywać stypendium, a nie wynagrodzenie?
I ostrzegają: traktujcie nas poważnie, gotowi jesteśmy walczyć o swoje!
Szpital czy koncern?
Młodych lekarzy - czytaj: po lekarskim egzaminie państwowym, ale jeszcze bez specjalizacji - mamy w Polsce dziesięć tysięcy. Takie liczby podawane są w mediach, do takich przyznaje się Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy. Dorota Mazurek jest w nim pełnomocnikiem ds. rezydentów, sama będąc rezydentem.
- Planowo kończyłabym rezydenturę z końcem lutego. Urodziłam dziecko, miałam urlop wychowawczy. Mam przedłużoną rezydenturę do sierpnia 2009 r. Jakie wrażenia po pięciu latach pracy? Po stażu przez osiem miesięcy czekałam na rezydenturę w psychiatrii; nie miałam szansy na etat. W tym czasie zrobiłam kurs monitorów badań klinicznych. Gdy zdałam egzamin i dostałam rezydenturę, równocześnie miałam propozycję pracy w dziale badań klinicznych dużej firmy farmaceutycznej...

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH