Chirurg przyszywający odciętą kończynę jest jak bramkarz broniący karnego - uda się lub nie - nic do stracenia, wszystko do zyskania...

Adam Domanasiewicz, chirurg ze Szpitala Powiatowego im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy, nie pamięta swojej pierwszej samodzielnej operacji replantacji ręki. Później było ich tak wiele, że obraz rozmył się w powodzi kolejnych. Zawrotne tempo życia dopełniło dzieła. Kilkanaście dyżurów miesięcznie, oprócz normalnej pracy na oddziale - kto byłby w stanie zapamiętać wszystko?
- Najbardziej zapadają w pamięć szczególnie drastyczne przypadki, ewentualnie te, które z różnych względów stały się kanwą do późniejszych poczynań naukowych - mówi doktor Adam Domanasiewicz. - Zawsze szczególne są sytuacje związane z dramatem dzieci, z krzywdą małego człowieka postawionego na przegranej pozycji już na starcie. Wtedy odczuwa się, siłą rzeczy, większe emocje, choć przed replantacją skupiam się nie na swoich odczuciach, ale raczej na pokonywaniu trudności technicznych i logistycznych.

Sezon na replantacje

Zaczyna się w Trzebnicy wraz z rozpoczęciem prac polowych na wsi. Nieuwaga, brak wyobraźni i opieki nad dziećmi zbierają obfite żniwo. Chirurdzy ze szpitala św. Jadwigi Śląskiej masowo przyszywają nie tylko ręce urwane przez maszyny rolnicze i taśmociągi, ale także dziecięce nóżki. W sumie było ich dziewięć. Dramatycznych wydarzeń nie brakuje: wypadek chłopaka, który po wygranym meczu swojej drużyny wystawił w euforii rękę poza okno samochodu, historia chłopca, którego ręka została w wirującej pralce i wiele, wiele innych.
Bywają przypadki, kiedy chirurdzy z Trzebnicy dokonują "cudów", by uchronić pacjenta przed amputacją. Tak było w przypadku młodej kobiety, która trafiła niedawno na oddział z ręką całkowicie oskalpowaną przez maszynę. Brakowało nie tylko skóry, ale w wielu miejscach także tkanki mięśniowej.
- Młoda, zdrowa kobieta, matka dwójki dzieci - wspomina doktor Domanasiewicz. - Zdecydowaliśmy się na pokrywanie ubytków płatami unaczynionymi poprzez wszczepienie ręki - w ciągu kilku tygodni - wraz z całym przedramieniem w powłoki brzuszne. W tym czasie odsłonięte kości pokryły się tkanką tłuszczową. Następnie zastosowaliśmy przeszczepy skórne, a samą dłoń, ze względów estetycznych, wykonaliśmy w sztucznej matrycy kolagenowej, tzw. integrze. Ten ostatni zabieg kosztował 20 tys. zł. Ani szpital, ani pacjentka nie mogliby sobie na to pozwolić, finansowanie przejęła zatem firma, w której kobieta uległa wypadkowi.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH