Oddziały zakaźne w szpitalach miejskich i powiatowych, z ekonomicznego punktu widzenia, są często "niechcianymi dziećmi"

Zakaźnicy od lat skarżą się, że ich specjalizacja jest "traktowana marginalnie". Czy nasze oddziały zakaźne sprostałyby takim współczesnym wyzwaniom, jak np. SARS? Ciężar zagrożenia musiałaby udźwignąć publiczna służba zdrowia, bo głównie w jej ramach funkcjonują szpitalne oddziały zakaźne. W całym kraju jest takich oddziałów 184. Często mieszczą się w niepozornych pawilonach, oddalonych od głównych budynków szpitalnych. Ta separacja jest oczywista, gdyż konieczne jest zachowanie bezpieczeństwa sanitarnego i epidemiologicznego.
Oddziały obserwacyjno-zakaźne w szpitalach miejskich i powiatowych to często z ekonomicznego punktu widzenia "niechciane dzieci", do których trzeba wciąż dopłacać. Kiedy dyrektor lecznicy ma tych dopłat dość, albo są one zbyt wysokie, często próbuje się ich pozbyć. A to oznacza likwidację oddziału.
W niektórych miastach woj. śląskiego, np. w Gliwicach i Wodzisławiu Śląskim, takie deficytowe oddziały przestały istnieć z końcem 2003 roku, a nieco wcześniej zlikwidowano je w Czeladzi i Lublińcu. Bez szkody dla pacjentów. Przejęły ich okoliczne, lepiej wyposażone szpitale.

Optymizm i gorzkie żale

Na pytanie: "Czy chciałaby pani pozbyć się swojego oddziału obserwacyjno-zakaźnego?", dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie, Jolanta Karlicka-Chmiel, odpowiada bez chwili zastanowienia: - Nie.
Ale szpital w Chorzowie jest z kilku powodów w uprzywilejowanej sytuacji. Oddział zakaźny niedawno przeszedł gruntowną modernizację kosztem ponad 2, 5 miliona zł.
Połowę środków dał Urząd Marszałkowski, połowę Ministerstwo Zdrowia. Dzięki remontom wprowadzono odpowiednie standardy sanitarne, powstały sale nie większe niż dla 2 pacjentów. Dostęp do izolatek prowadzi przez system specjalnych, oddzielnych śluz dla chorych i dla personelu medycznego.
Chorzowski szpital próbuje w pełni dostosować się do obowiązującego od lipca 2005 r. rozporządzenia ministra zdrowia o wymogach sanitarno-epidemiologicznych.
Czy zdąży? Czasu niby sporo, graniczny jest rok 2011... Skąd zatem gorzkie żale? - Oddział zakaźny jest drogi w utrzymaniu.
Procedury natomiast zbyt nisko wycenione przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
Np. "obserwacja w kierunku choroby zakaźnej" - takiego świadczenia w katalogu NFZ nie ma w ogóle. A taka procedura, by w pełni pokryć koszty drogiej diagnostyki, powinna być wyceniona przynajmniej na 150-200 pkt.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH