Umieralność okołoporodowa w 2004 roku wyniosła w Polsce ok.7,4 promila, ale ten wskaźnik w 1990 roku był znacznie wyższy. Tak zdecydowaną i szybką poprawę przyniosły zmiany w opiece perinatalnej, wprowadzone w latach 90. wraz z programem, opartym na trzech stopniach referencji dla placówek medycznych.

Istopień objął szpitale w małych miejscowościach, gdzie rodzą się noworodki o czasie, czyli taki zupełnie podstawowy stopień opieki. II stopień - to placówki, w których leczone są pacjentki z pewnymi powikłaniami ciąży i gdzie mogą odbywać się porody bardziej skomplikowane, również przed terminem. III stopień referencyjny dotyczył szpitali, wyposażonych w odpowiednią aparaturę do ratowania życia dzieci, zaplecze laboratoryjne oraz dysponujących bardzo doświadczonym personelem, przygotowanym do sprostania zagrożeniom, jakie niesie bardzo skomplikowana patologia ciąży, gdzie jej czas trzeba bardzo skrócić, a wcześniakowi ratować życie.
Program perinatalny nadał każdemu szpitalowi w Polsce odpowiedni poziom referencyjny. Bardzo usystematyzował opiekę, ustalił powiązania między oddziałami, zasady, na których ma się odbywać przekazywanie pacjentów.

Światło w tunelu

Program ten został bardzo dobrze przyjęty przez środowisko położników i pediatrów. Nadano mu nawet rangę programu rządowego, ale nie doczekał się nigdy ustawowych zapisów, więc powoli zamierał. A szkoda. W latach 90. sprawdzał się znakomicie. Wskaźnik umieralności okołoporodowej systematycznie obniżał się. Te korzystne tendencje, niestety, uległy zahamowaniu.
Ale dostrzegam światełko w tunelu. Przy ministrze zdrowia został powołany zespół doradczy, w którego pracach ja również uczestniczę. Zaproponowałam więc reanimację przygotowanego kiedyś pod kierownictwem prof. Bręborowicza i prof. Gadzinowskiego trójstopniowego programu referencyjnego, ale w projekcie, który proponuję, piszę o konieczności legislacji, nadania takiemu programowi statusu ustawy. To są, oczywiście, tylko tezy do dyskusji, ale realne. Możliwa jest wszak regionalizacja opieki i jej powiązanie organizacyjne z centrum ratownictwa na poziomie regionu, a merytorycznie - z centrum perinatalnym - również na tym poziomie. Najbezpieczniejszym transportem dla dziecka jest transport w macicy, więc najlepiej by było, gdyby matka rodziła już tam, gdzie dziecko znajdzie odpowiednią opiekę. I nie chodzi o miejsca położnicze, bo te nie wymagają wielkich nakładów. Problem tkwi w zapewnieniu specjalistycznej opieki nad noworodkiem.

Taniej do posażać

Uzyskanie jednego miejsca dla przedwcześnie urodzonego maleństwa kosztuje rocznie od 400 do 600 tysięcy złotych, ale utworzenie takiego miejsca w szpitalu bez zaplecza, to równowartość miliona złotych. W sytuacji polskiej biedy, taniej byłoby doposażyć ośrodki, które już działają. I na pewno nie można więcej dopuszczać do takiej sytuacji, jaka jest teraz w Warszawie. W Instytucie Matki i Dziecka brakuje miejsc intensywnej terapii dla noworodków. Możemy przyjmować i ratować życie ograniczonej liczbie wcześniaków, ponieważ brakuje nam aparatury do monitorowania i leczenia.
A przecież leczenie dziecka z istniejącymi już komplikacjami kosztuje dużo drożej. Najtrudniej policzyć skutki przedwczesnych narodzin.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH