Andrzej Bęben | 13-11-2008 14:41

Prawie okrągły informatyczny stół

Koszty funkcjonowania i rozwoju systemu JGP ponosić będą świadczeniodawcy

Czy wprowadzenie systemu Jednorodnych Grup Pacjentów było wsparte przygotowaniem informatycznym świadczeniodawców? Jakie są, niedostrzegalne, zalety gruperów? Czy tzw. optymalizatory JGP to narzędzie pożyteczne? Co dalej z Rejestrem Usług Medycznych? To tylko niektóre z wielu wątków poruszanych podczas (prawie) okrągłego stołu informatycznego w trakcie IV Forum Rynku Zdrowia.
Jacek Grabowski, wiceprezes NFZ, przyznał, że wdrożenie (a właściwie zainicjowanie wdrożenia) systemu rozliczeń świadczeń medycznych w ramach JGP od strony informatycznej nie było wolne od błędów, co potwierdza ok. 1,9 tys. uwag zgłoszonych wobec systemu przez jego użytkowników.
- Chciałbym mieć dwa lata na wprowadzenie w życie systemu, ale nie mieliśmy tyle czasu... - przyznał Jacek Grabowski.
- Cieszę się, że system JGP zaistniał, bo to jest kontynuacja naszej koncepcji, chociaż tempo jego wdrażania jest trochę za szybkie, ale mimo wszystko, gratuluję! - cieszył się poseł Andrzej Sośnierz, były prezes NFZ.
- Do dziś nie wiemy, jakim cudem udało nam się to wdrożenie - przyznał szczerze, chyba w imieniu wszystkich dyskutantów, Krzysztof Groyecki, wiceprezes ABG SA.
Wiceprezes Grabowski uznał (i nikt de facto mu nie zaprzeczał), że gruper jako narzędzie do rozliczania się z płatnikiem sprawdził się w boju. Oczywiście, gruper, jak i cały system, wciąż musi być modyfikowany w oparciu o doświadczenia płynące z jego użytkowania (pierwsza modyfikacja - już w listopadzie). Okazuje się, że wprowadzenie JGP wraz z narzędziami informatycznymi wszyscy uczestnicy informatycznego panelu - bez względu na to, kim są i czym się zajmują, uznali za konieczne, potrzebne i trafione, acz nie pozbawione błędów.

Optymalizator i gruper edukują

Optymalizatory to swoistego rodzaju kalkulatory pozwalające za wykonaną procedurę uzyskać od NFZ więcej, niżby to wynikało z obliczeń grupera.
Szefowie firm informatycznych, politycy, dyrektorzy czołowych polskich szpitali dostrzegli w używaniu obu narzędzi...
walory edukacyjne.
- Lekarze sprawdzają teraz wnikliwie wprowadzane dane - przyznała Renata Ruman-Dzido, dyrektorka Szpitala Wojewódzkiego w Opolu.
Nie wszyscy jednak uważają, że optymalizatory JGP są narzędziami, do których nie można mieć zastrzeżeń natury prawno-etycznej.
Spośród trzech firm, których przedstawiciele zasiedli za półokrągłym stołem, jedynie Kamsoft nie oferuje klientom optymalizatora. ABG ma to rozwiązanie w ofercie, ale nie promuje go tak intensywnie, jak to czyni UHC - firma, która jako pierwsza wprowadziła na rynek takie narzędzie. Dlaczego niektórzy postanowili nie konstruować optymalizatora? Zdaniem Zygmunta Kamińskiego, prezesa Kamsoftu, wprowadzenie rozliczeń w oparciu o JGP jest początkiem budowy nowego systemu opieki medycznej, w którym prymat ma medycyna zapobiegawcza.
- Taki system zaistnieje i będzie działał, jeśli będzie opierał się na rzetelnie stworzonych danych - stwierdził Zygmunt Kamiński.
Andrzej Sośnierz nie widzi niczego złego w tym, że ktoś oferuje optymalizatory, dopóki ich mechanizm działania jest rzetelny i nie prowadzi do oszustw.
Zdaniem byłego prezesa NFZ, rywalizacja między gruperem a optymalizatorem będzie istniała i ważne jest, aby generowała rzetelne dane.
Mieczysław Pasowicz, dyrektor Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego (placówka ta była w grupie pilotażowej JGP), uważa, że system i narzędzia do jego realizacji optymalizują koszty. Ważne jest, by płatnik również analizował dane generowane przez system.
- Jeśli pacjent X jest hospitalizowany na tę samą chorobę w dziesięciu szpitalach w ciągu jakiegoś czasu, to NFZ powinien wyciągnąć z tego wnioski - zaznaczył dyrektor Pasowicz.

Dylemat: łóżko czy komputer?

Waldemar Grudzień, wiceprezes firmy UHC, zwrócił uwagę na to, że narzędzia informatyczne związane z JGP generują możliwość porównywania jednego szpitala z innym. Andrzej Strug, dyrektor departamentu informatyki NFZ, przypomniał, że nad konstrukcją systemu pracował de facto 6-osobowy zespół wspomagany przez kilkudziesięciu pomocników. Dodał jednak, że perspektywicznie rzecz biorąc, nie sposób rozwijać informatyki medycznej bez inwestycji i stabilności w całym systemie ochrony zdrowia.
Z rozliczaniem w systemie JGP nie mieli problemów zasiadający za stołem dyrektorzy najlepszych polskich szpitali; nie tylko dlatego, że leczy się w nich dobrze, ale również i dlatego, że panuje w nich - jak to określił wiceprezes Grabowski - "ład informacyjny".
- Wdrożyliśmy system w półtora miesiąca. JGP jest idealnym narzędziem dla informatyków - przyznał Jarosław Rosłon, dyrektor Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Warszawie.
Z danych przedstawionych przez prezesa Grabowskiego wynika, że jeszcze 5% świadczeniodawców nie sprawozdaje w systemie JGP. Z drugiej strony rzeczywistość ukazała informatyczne niedostatki. Dylemat: czy kupić nowe łóżko do szpitala czy komputer - upraszczając problem - wciąż jest żywy i istotny. Niestety, co do tego była pełna zgoda wśród uczestników panelu - Polska to nie Niemcy, gdzie przed wprowadzeniem rozliczania w ramach JGP na szpitalne łóżko przypadał co najmniej jeden komputer, a po wprowadzeniu systemu było ich dwa razy więcej! Dyrektorzy szpitali stwierdzili, a przedstawiciele NFZ nie zaprzeczali, że koszty funkcjonowania i rozwoju ewoluującego systemu ponosić będą świadczeniodawcy, a nie płatnik czy - w przyszłości - płatnicy.

Kiedy będzie ten RUM?

Na tak postawione pytanie Leszek Sikorski, dyrektor Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, były minister zdrowia, udzielił długiej odpowiedzi.
Skracając ją do minimum, można stwierdzić, że obecny rząd i instytucje odpowiedzialne za realizację projektu (o którym mówi się już od końca XX wieku...) uważają, iż po pierwsze: dotychczasowe koncepcje straciły na aktualności.
Po drugie - nowa koncepcja, jej powstanie i realizacja są uzależnione od przyjęcia przez rząd projektu ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia. Ten - przypomnijmy - przygotowuje właśnie Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia.
Z taką koncepcją nie zgodził się Andrzej Sośnierz, który uważa, że gdyby nie to, iż PiS przegrał wybory, to obecnie e-kartę pacjenta miałoby już 70% Polaków.
- Ten pomysł, panie ministrze - mówił były szef NFZ do eksministra zdrowia - jest z góry skazany na niepowodzenie.
Nigdy się nie uda i będą wydawane na niego tylko publiczne pieniądze...
Poseł Sośnierz twierdzi, że należy realizować inicjatywy oddolne, a nie odgórne. Pokazał przykład Opolskiego, na którego doświadczeniach będzie budowana... kolejna reforma systemu ochrony zdrowia.
- Andrzeju, ty jesteś politykiem, ja nie - stwierdził dyrektor Sikorski, wyjaśniając posłowi, że Rejestru Usług Medycznych nie można sprowadzać przede wszystkim do wydawania e-kart, lecz należy zwrócić uwagę na to, między innymi, że system nie ma zintegrowanych baz danych i taką integrację trzeba budować, tym bardziej że są na to fundusze strukturalne.

Nie wystarczy chcieć

Oliwy do żaru dyskusji dolali Marcin Zawisza, odpowiedzialny za e-zdrowie w łódzkim Urzędzie Marszałkowskim, i wiceprezes Grudzień. Pierwszy poniekąd poparł posła Sośnierza, stwierdzając, że oddolne inicjatywy mają większą szansę na realizację niż megaprojekty. Drugi natomiast poddał w wątpliwość sens tworzenia RUM-u w sytuacji, gdy teraz mamy jednego płatnika, a w przyszłości będzie ich wielu.
Z taką tezą '6Eie zgodził się dyrektor Strug, przypominając, że RUM (lub jakkolwiek by się nazywał), ma być przede wszystkim nośnikiem informacji i jednolitym zestawem danych.
Reasumując: na RUM (zapewne już w innej formie niż proponowana przez poprzednie ekipy) przyjdzie nam poczekać, choć - jak mówił prezes Kamiński - na rynku informatycznym są już gotowe rozwiązania w skali makro i mikro.
Szkopuł w tym, że świadczeniodawcy, zaabsorbowani rozlicznymi - nie tylko informatycznej natury - problemami, czekają na pieniądze. Po to także, by je przeznaczyć na informatyzację. A na zamówienia czekają firmy z branży informatyki medycznej...
Dylemat: łóżko czy komputer sprawia jednak, że powiedzenie "chcieć to nie znaczy móc" nadal zachowuje swoją moc.