Polacy cierpiący na stwardnienie rozsiane żyją średnio 17 lat krócej niż mieszkańcy innych krajów europejskich dotknięci tą chorobą

Diagnoza - sclerosis multiplex - brzmi niedobrze. Dla chorego, bo zostaje ze świadomością, że prędzej czy później skończy na wózku i dla lekarzy, bo nie lubią chorób przewlekłych... A stwardnienie rozsiane (SM) jest takim właśnie przewlekłym i nieuleczalnym schorzeniem. Jego specyfika polega na tym, że układ odpornościowy z nieznanych dokładnie powodów zaczyna atakować zdrową tkankę nerwową w obrębie układu nerwowego.
Limfocyty niszczą delikatną osłonkę włókien nerwowych, mielinę, co sprawia, że zaburzone zostaje przewodzenie impulsów w tych włóknach lub wcale nie zachodzi. Efektem tego jest upośledzenie czynności organizmu lub zaburzenie czucia w różnych częściach ciała. Pojawiają się problemy z koordynacją i siłą mięśni, wzrokiem, równowagą, czuciem oraz sprawnością intelektualną.
Oczywiście, choroba przebiega z różną intensywnością, ale na ogół po 15 latach chorowania połowa osób z SM potrzebuje laski do przejścia kilkudziesięciu metrów, po 20 latach musi już korzystać z wózka inwalidzkiego. Stwardnienie rozsiane ma okresy zaostrzeń, objawy pojawiają się i znikają, mogą mieć charakter łagodny i ciężki. W tym drugim przypadku paraliż oraz wszelkiego rodzaju zaburzenia zmysłów występują stale.

Można zahamować

SM - uznawane za chorobę cywilizacyjną - dotyka osoby między 20. a 40. rokiem życia, mieszkające w strefie klimatycznej umiarkowanej, dwa razy częściej kobiety niż mężczyzn. Szacuje się, że na to schorzenie cierpi ponad 2,5 mln ludzi na całym świecie, w Polsce ok. 60 tys.
(są to dane szacunkowe, bowiem nie prowadzimy rejestru zachorowań ani całościowych badań epidemiologicznych), co stawia nas na równi z Francją i Włochami, a poniżej m.in. Wielkiej Brytanii (85 tys.) i Niemiec (100 tys.).
Stwardnienie rozsiane to choroba podstępna, jej wczesne rozpoznanie jest trudne, ale oczywiście nie powinno to rozgrzeszać lekarzy z lekceważenia objawów, które można byłoby uznać za sygnalizujące SM. Zrobienie rezonansu magnetycznego mózgu i rdzenia kręgowego pomogłoby w postawieniu diagnozy.
Badania są wprawdzie, podobnie jak leczenie, drogie, ale jeszcze droższe jest, brutalnie rzecz ujmując, utrzymywanie przez państwo młodych inwalidów.
Chorych na SM nie można wprawdzie wyleczyć, ale można różnymi terapiami zahamować rozwój choroby poprzez zmniejszenie ilości i częstości jej zaostrzeń.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH