30 czerwca na cmentarzu w Sosnowcu pożegnaliśmy naszego Kolegę śp. Tadeusza Gańczarczyka - doświadczonego redaktora wielu śląskich tytułów prasowych, pasjonata motoryzacji, a ostatnio redaktora Miesięcznika Gospodarczego Nowy Przemysł oraz autora portalu wnp.pl. Zmarłego wspominają redaktorzy tytułów Grupy PTWP, którzy znali Go najdłużej.


Niedokończony tekst

Pierwsza refleksja - zaraz po ochłonięciu z szoku wywołanego wiadomością o śmierci Kolegi - jest nieodkrywcza i prosta: jak mało wiemy o człowieku, z którym znamy się tyle lat... I druga, równie banalna: że na wszystko poza pożegnaniem jest już za późno.

Z Tadeuszem pracowaliśmy razem od zawsze. Z kilkuletnią przerwą - dwie dekady. Szmat czasu, a znajomość niemal wyłącznie w pracy, poprzez pracę, nad tekstem i tematem. Nawet jego hobby, motoryzacyjna pasja, też było częścią zawodowej aktywności. Tak naprawdę poza dumą z córek, której nigdy nie krył, przez profesjonalną codzienność zwykle nie przebijało się to, co prywatne. Może dlatego, że dobrze wykonana robota była dla Tadeusza sprawą najzupełniej osobistą, wymagającą zaangażowania bez reszty. Praca serdecznie odwzajemniała to uczucie, bo było jej przy Nim zawsze dużo.

Terminowanie u Gańczara, bo tak nazywali go młodsi adepci, nie było nigdy technicznym warsztatem dziennikarskim, gdzie ucznia prowadzi się za rękę. Kontakt z Nim oznaczał natomiast codzienną lekcję rzeczowości i rozsądku, solidności i pokory. Umiejętność krytycznego słuchania, tolerancja bez pobłażania nieróbstwu, wrażliwość bez sentymentu i dystans bez cynizmu. Dla redaktora Gańczarczyka nie było tematów mniej ważnych i pobocznych; cała rzeczywistość wymagała uwagi i starań.

W ostatnich dwóch latach, już jako koledzy, tworzyliśmy zespół dwuosobowy, w którym nie ma miejsca na złą komunikację czy błędy. Znając Go z dawniejszych lat wiedziałem, że mogę na Niego liczyć i ufać, nie sprawdzając. Przez ostatnie dwa lata, kiedy pracował w Grupie PTWP, znów zdobywał sobie sympatię ludzi zwykle dużo młodszych, z innego rodzaju pokoleniowym doświadczeniem. Jeszcze raz sprawdziła się jego naturalna otwartość, spolegliwość, umiejętność rozładowywania napięć. I On cieszył się, że zza domowego biurka wrócił do pracy z ludźmi.

W ostatnich tygodniach, kiedy chorował w szpitalu i miał problemy z mówieniem, kontaktowaliśmy się poprzez krótkie wiadomości. Kolejne depesze z pola walki z chorobą odczytywane w telefonie komórkowym nosiły coraz więcej śladów trudu, w jakim powstawały. Nie można było oprzeć się wrażeniu, że Tadeusz odchodzi tak jak żył - poprzez słowa i teksty.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH