Ideę "złotej godziny", ukazującej zależność dobrego rokowania od czasu udzielenia właściwej pomocy w stanach nagłych, rozpropagował amerykański chirurg R. Adams Cowley. I on też jest uważany za pioniera nowocześnie pojmowanej medycyny ratunkowej.

Do ukucia słynnego dziś terminu wyznaczającego standardy w postępowaniu z ofiarami wypadków posłużyły mu dane jeszcze z I wojny światowej, zebrane przez francuskich lekarzy, którzy wykazali, że u żołnierzy leczonych w pierwszej godzinie po poważnym zranieniu śmiertelność wynosiła 10%, a np. u tych leczonych po 8-10 godzinach - już 75%. Według tych danych, ryzyko zgonu rosło bardzo szybko po rozpoczęciu się 4. godziny - wynosiło 33%; podczas gdy w 2. godzinie - jeszcze 11%, w trzeciej -12%.

Masz 60 minut

Cowley współtworzył w latach 70. ubiegłego stulecia na Uniwersytecie Maryland w USA system wczesnego leczenia urazów, między innymi wykorzystując do transportu pacjentów śmigłowce cywilne. Otrzymał poparcie, gdy wypadkowi samochodowemu uległ przyjaciel wpływowego gubernatora Marvina Mendela. Gubernator ustanowił dekret o powstaniu Centrum Urazów z Zakładem Medycyny Ratunkowej. Dziś jest to R. Adams Cowley Shock Trauma Center National Study Center for Trauma and Emergency Medical Systems.

O "złotej godzinie" Cowley w wywiadzie powiedział: "To jest godzina pomiędzy życiem i śmiercią. Jeśli jesteś ciężko ranny, masz mniej niż 60 minut, aby przeżyć. Może nie umrzesz akurat wtedy, tylko trzy dni albo dwa tygodnie później, ale wtedy coś się stanie w twoim ciele, co jest nieodwracalne".

Innymi słowy "złota godzina" to czas, jaki pozostał, by kogoś uratować. - Ale tak naprawdę nigdy nie wiemy, ile go mamy.

Dlatego zawsze należy się bardzo śpieszyć - mówi Piotr Łukiewicz, lekarz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z Warszawy. Pamięta wiele misji. Szczególnie te, w których leciał na ratunek dzieciom.

Opowiada: - Po czołowym zderzeniu TIR- a z samochodem osobowym zabieraliśmy dwuletnie dziecko siedzące z tyłu w foteliku, jedyne, które przeżyło. Miało objawy wstrząsu z powodu krwawienia do jamy brzusznej. Najbliższy właściwy szpital to taki, który nie ma lądowiska, jednak i tak to najszybsza opcja. Zawiadamiamy SOR tego szpitala i pogotowie z prośbą o transport.

Lądujemy, ambulans już czeka. Aby nie tracić czasu, nie przekazujemy dziecka, tylko wsiadamy z nim oraz ze sprzętem do karetki i jedziemy do szpitala. Ponad 7 minut jazdy na sygnale. W SOR-ze też czekają, chirurg, anestezjolog, ortopeda.
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH