Sepsa może być spowodowana nie tylko przez bakterie, takie jak gronkowiec czy pałeczki Gram-ujemne, ale i grzyby oraz wirusy

Sepsa, inaczej zwana posocznicą, atakuje głównie na oddziałach intensywnej terapii. Wczesne wykrycie tej choroby daje szanse na przeżycie ok. 30% zakażonych osób. Tyle że nigdzie na świecie nie ma stuprocentowej pewności wykrycia posocznicy. Gdyby taka pewność była i w stu procentach identyfikowano by czynnik patogenny, to śmiertelność z powodu sepsy byłaby niższa.
- Tymczasem liczba zgonów z powodu sepsy, niestety, utrzymuje się wszędzie i to w dosyć dużym procencie - mówi profesor Mirosław Łuczak, kierownik Katedry i Zakładu Mikrobiologii Akademii Medycznej w Warszawie. - Sepsa to stan zagrożenia bakteryjnego w oddziale. Najpewniejsze dane, jakie krążą po całym świecie, podają, że około 30% przypadków sepsy nie jest potwierdzone laboratoryjnie. To znaczy, że w tych przypadkach nie daje się jej wykryć, ponieważ często czynników patogennych jest kilka. Wykrycie patogenu nie jest takie proste, bo źródło zakażenia nie zawsze daje się odnaleźć.

Ważny laboratoryjny standard

- Mam sąsiada, który zanim trafił do szpitala, kilka dni przeleżał w domu i nie był leczony zbyt dobrze. Miał ropne zapalenie płuc, które poszło w ropowice. To była ewidentna posocznica. Wyszedł z tego dzięki temu, że udało mi się umieścić go w klinice, gdzie zastosowano odpowiednią terapię - opowiada profesor Łuczak. - Trudności w diagnozowaniu posocznicy polegają m.in.
na tym, że na początku zakłada się, że jest to zakażenie pochodzące od gronkowca, a potem okazuje się, że to pałeczki Gram-ujemne.
I wtedy pojawiają się kłopoty, bo czas diagnozowania się wydłuża i postępowanie terapeutyczne jest nieskuteczne.
Zdaniem mikrobiologów, leczenie sepsy byłoby bardziej efektywne, gdyby państwo dbało o zachowywanie standardów laboratoryjnych na wysokim poziomie. Jednak w wielu krajach Unii Europejskiej, USA czy Polsce, szpitale rezygnują z laboratoriów mikrobiologicznych na rzecz laboratoriów analitycznych. Często też nie są do końca przestrzegane standardy postępowania laboratoryjnego.
- Te standardy są uwarunkowane głównie możliwościami. Teraz jest dużo szpitali, które ze względu na - jak im się wydaje - wysokie koszty, likwidują laboratoria mikrobiologiczne i dołączają je do laboratoriów analitycznych. To jest skandal - irytuje się prof. Mirosław Łuczak. - Koszty badań mikrobiologicznych to 20-30% kosztów antybiotykoterapii.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH