Aby poprawić swój wizerunek, lekarze zamierzają skorzystać z pomocy agencji public relations. Specjaliści mają m.in. przygotować konferencje, kampanie informacyjne i reklamowe, tworzące pozytywny obraz medyków w społeczeństwie. Niewykluczone, że aby pokryć koszty akcji PR-owskich, ok. 150 tys. polskich lekarzy będzie co miesiąc wpłacać po złotówce na specjalne konto - ustalono wstępnie podczas spotkania przewodniczących izb lekarskich. Ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, ale pomysł już wzbudza sporo kontrowersji. W naszym ringu sprawę komentują - dr Maciej Hamankiewicz, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Katowicach i Piotr Tymochowicz, specjalista od kształtowania wizerunku osób publicznych.

PIOTR TYMOCHOWICZ,specjalista od kształtowania wizerunku osób publicznych:

To może być pułapka

Zamysł wynajęcia firmy public relations, kształtującej dobrą opinię o lekarzach, może kryć w sobie pewną pułapkę, nazywaną w psychologii samospełniającą się negatywną przepowiednią. Bo o dobrych akcjach PR tak naprawdę nie wiadomo, że są działaniami PR... Inaczej mówiąc - najlepsze są takie socjotechniki, o których odbiorca wcale nie wie, że są to działania socjotechniczne.
Ponieważ jednak informacja o PR-owskich zamiarach lekarzy została już opublikowana w mediach, można takie postępowanie nazwać syndromem samospalenia. W ten bowiem sposób środowisko lekarskie publicznie przyznało, że potrzebuje pomocy. To tak, jakby nagle pani Jolanta Kwaśniewska ogłosiła w prasie przetarg na agencję PR, która oczyści jej wizerunek. A skoro trzeba jakiś wizerunek czyścić, to znaczy, że jest on brudny.
Inna sprawa, że w Polsce nadużywa się pojęcia public relations. Często zajmują się tym psycholodzy - gdy już nigdzie nie mogą znaleźć pracy - i uważają, że jako PR-owcy koniecznie muszą trafić ze swoimi informacjami, akcjami czy komunikatami do dziennikarzy, zaprzyjaźnić się z nimi, a ci mają to publikować albo przychodzić na konferencje prasowe. Otóż taki klasyczny PR dzisiaj nadaje się już do kosza, gdyż przestał działać.
Powstało natomiast nowe pojęcie - IPR, czyli influence PR, który jest uprawiany tak, że... właściwie go nie widać, a mimo to wywiera określony wpływ na adresatów. IPR dokonuje pewnego odwrócenia sytuacji, czyli: to nie my wychodzimy do dziennikarzy, tylko staramy się tworzyć takie okoliczności, żeby to dziennikarze "zabijali" się o nasze informacje.
Wracając do lekarzy; jeżeli faktycznie chcą wywrzeć wpływ na kogokolwiek, muszą mieć bazę, mikrośrodowisko, które wstawiłoby się za nimi. Najlepszy PR lekarzom zrobią więc pacjenci, pokazujący twarz i mówiący dobrze np. o swoim lekarzu rodzinnym. Środowiska medyczne mogą też organizować wspólne akcje społeczne, choćby na lokalną skalę.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH