Firmy farmaceutyczne chcą usamodzielnienia Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych

Procedury rejestracji leków w Polsce nie zawsze są należycie przestrzegane. Bywa, że na decyzję o dopuszczeniu preparatu do obrotu producent musi czekać znacznie dłużej, niż wynika to z obowiązujących przepisów. Wina leży jednak czasem również po stronie firm farmaceutycznych.
Dzieje sią tak, gdy producent złoży niekompletny wniosek do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. Wtedy proces rejestracji ich specyfiku automatycznie się wydłuża.

Spadek po ministrze

Urząd Rejestracji został powołany w 2002 roku przez byłego ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego. Niedobrze się stało, że jest jednostką budżetową podlegającą bezpośredniemu nadzorowi Ministerstwa Zdrowia. W Unii Europejskiej rejestracją leków zajmują się samodzielne agencje. To one dopuszczają do obrotu produkty lecznicze. U nas taką decyzję podejmuje minister zdrowia. Do niego składa się również odwołanie, kiedy podejmie odmowną decyzję.
Wszystkie dokumenty trafiające do Urzędu Rejestracji są potem przewożone do resortu i powtórnie analizowane przez ministerialnych ekspertów, co siłą rzeczy wydłuża proces rejestracji. Na problem dziwnego usytuowania Urzędu Rejestracji zwracają uwagę nie tylko jego pracownicy, domagający się usamodzielnienia. Dostrzegają go również producenci leków.

Uciekają do biznesu

Uzależnienie Urzędu Rejestracji od budżetu i ministra zdrowia... nie wyszło mu na zdrowie. Mimo że Urząd przynosi zyski (w 2004 roku uzyskał ok. 50 mln zł przychodu, a koszty jego działalności sięgnęły 38 mln zł), od początku boryka się z poważnymi problemami kadrowymi. Zatrudnia tylko 266 osób i może jedynie pomarzyć o dodatkowych etatach, choć przydałoby mu się co najmniej drugie tyle (podobne instytucje w pozostałych państwach unijnych zatrudniają po 700-1000 pracowników).
Średnie wynagrodzenie w Urzędzie to ok. 3-3,5 tysiąca złotych brutto. Taką pensję dostają ludzie władający kilkoma językami obcymi, po doktoratach, a nierzadko w trakcie przewodu habilitacyjnego. Nic zatem dziwnego, że co rusz kilka osób rezygnuje i odchodzi, najczęściej do firm farmaceutycznych, które z otwartymi ramionami przyjmują wysoko wykwalifikowanych pracowników. Ci, którzy zostają, mają pełne ręce roboty. Rocznie muszą przygotować kilka tysięcy raportów, m.in. na temat działań niepożądanych i bezpieczeństwa produktów leczniczych stosowanych u ludzi i zwierząt.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH