IB | 28-02-2013 14:58

Nowoczesne leczenie czerniaka - kiedy dla polskich pacjentów?

W przypadku czerniaka średni wskaźnik wyleczeń w Unii Europejskiej jest o 20% wyższy niż w Polsce, co wynika głównie z większej wykrywalności czerniaków na wczesnym etapie, ale także z lepszej dostępności nowoczesnych leków dla chorych w zaawansowanym stadium choroby.

Tymczasem polscy pacjenci wciąż czekają na pojawienie się na listach refundacyjnych ipilimumabu i wemurafenibu, które mogą okazać się szansą na poprawę sytuacji chorych na czerniaka w naszym kraju.

Chociaż czerniak występuje zaledwie u około 4% chorych na nowotwory skóry, odpowiada za blisko 80% zgonów w tej grupie pacjentów.

W ciągu dwóch ostatnich dekad zapadalność na ten agresywny nowotwór wzrosła w Polsce o 300%. - Obecnie odnotowuje się do 3 tys. przypadków rocznie, przy czym 40 proc. spośród nich kończy się śmiercią.

- Ipilimumab i wemurafenib stanowią nową jakość w leczeniu zaawansowanego czerniaka złośliwego i jako lekarz nie mam wątpliwości, że leki te powinny być dostępne dla polskich chorych. Problemem jest jednak możliwość finansowania tak kosztownych terapii - mówi Rynkowi Zdrowia prof. Jacek Jassem, kierownik Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego (PTO).

Nowe leki onkologiczne "za burtą"

Profesor zwraca uwagę, że obecnie w onkologii tradycyjne leki cytotoksyczne zastępowane są coraz częściej lekami ukierunkowanymi molekularnie (celowanymi), które są znacznie droższe. W Polsce obecnie kilkanaście takich preparatów, już zarejestrowanych przez Europejską Agencję Leków, czeka na decyzje refundacyjne. Dla innych pojawiają się nowe wskazania, wymagające modyfikacji obecnych kryteriów refundacji.

Problem ten nie dotyczy zresztą tylko Polski, aczkolwiek przy względnie niskich środkach przeznaczanych na ochronę zdrowia jest on u nas bardziej widoczny.

- Obecnie obowiązuje w Polsce próg finansowania leków oparty na efektywności kosztowej: jest to trzykrotność średniego produktu krajowego brutto na jednego mieszkańca (obecnie około 100 000 zł) dla wskaźnika przedłużenia życia o rok, z uwzględnieniem jego jakości (QALY). Taka wartość wyrzuca "za burtę" większość nowych leków onkologicznych. Ta sytuacja w jeszcze większym stopniu dotyczy chorób "sierocych" - rzadkich lub bardzo rzadkich, gdzie koszty leczenia, często ratującego życie, są znacznie wyższe - przypomina prof. Jassem.

I podkreśla, iż dotychczasowe możliwości finansowania takich procedur w ramach tzw. chemioterapii niestandardowej skończą się za kilka miesięcy.

- Nie był to jednak dobrze działający system - wiele decyzji podejmowano w sposób niejasny i przy rażących różnicach regionalnych, z naruszeniem paradygmatu równości w dostępie do świadczeń zdrowotnych.

Trzeba zatem znaleźć inne możliwości zmierzenia się z tym problemem - stwierdza prezes PTO. - Jedną z nich są nowe mechanizmy finansowania drogich terapii, np. zasada dzielenia ryzyka z producentem leku.

- Można także pomyśleć o stworzeniu rezerwy finansowej w wysokości nie mniejszej niż środki przeznaczane dotychczas na chemioterapię niestandardową, z której można by finansować drogie, in nowacyjne terapie. Takie rozwiązanie przyjęto np. w Wielkiej Brytanii, gdzie istnieją bardzo restrykcyjne przepisy refundacyjne - zaznacza nasz rozmówca.

Prof. Jacek Jassem dodaje, że być może pewnym rozwiązaniem byłby system dodatkowych ubezpieczeń, choć onkologia jest "wrażliwą" dziedziną medycyny i mogłoby to wywołać negatywne reakcje społeczne.

W marcu posiedzenie komisji

- Niezależnie od przyjętych opcji, środków nigdy nie wystarczy na zaspokojenie wszystkich oczekiwań.

Tak trudne decyzje muszą być zatem bardzo dobrze uzasadnione merytorycznie, czytelne i zrozumiałe dla społeczeństwa oraz lekarzy. Nie da się tego zrobić na szczeblu regionalnym - musiałby się tym zająć krajowy, niezależny komitet składający się z uznanych ekspertów w dziedzinie onkologii klinicznej, być może także z udziałem etyka i przedstawiciela organizacji chorych onkologicznych - ocenia specjalista.

Poseł Bolesław Piecha, przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia, nie ukrywa, że dziwi go fakt, iż ipilimumab i wemurafenib nie znalazły się dotychczas w wykazach leków refundowanych i nie zostały wpisane do programów lekowych.

- Po pierwsze: grupa chorych korzystających z tych terapii nie byłaby szczególnie liczna, po drugie: NFZ zaoszczędził w 2012 r. na refundacji leków blisko 2 mld zł, stać go zatem na finansowanie nowoczesnego leczenia czerniaka - zaznacza Bolesław Piecha.

Zapowiada również, że w marcu odbędzie się posiedzenie sejmowej Komisji Zdrowia poświęcone m.in. temu zagadnieniu.

- Lekarze specjaliści i przedstawiciele organizacji pacjentów będą mieli szansę na przedstawienie argumentów przemawiających za refundacją wspomnianych specyfików.

Nie jest wykluczone, że powstanie memoriał w tej sprawie do Ministerstwa Zdrowia. Nie ulega wątpliwości, że nacisk na decydentów jest tu niezbędny - uważa przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia.

I podkreśla, że środki przeznaczone na refundację ipilimumabu i wemurafenibu nie będą ani duże, ani wyrzucone w błoto.