Niechciane dziecko systemu?

Oddziały wewnętrzne nie zapewniają szpitalom dodatniego wyniku finansowego. Dlatego kierujący lecznicami pozbywają się kolejnych łóżek internistycznych i taka baza jest już niewystarczająca. Brakuje też chętnych do pracy na tych oddziałach. Lekarze wolą etat w POZ-ie, gdzie praca jest lżejsza, a zarobki wyższe.

Oddziały wewnętrzne to miejsce, gdzie trafia na początku większość pacjentów ze szpitalnych oddziałów ratunkowych. Właśnie na internie udzielana jest im wszechstronna pomoc i stąd chorzy kierowani są do kolejnych specjalistów, gdy tego wymaga stan ich zdrowia. Większość takich oddziałów w kraju boryka się z nadmiernym obłożeniem.

Skutki niewydolności podstawowej opieki

Podczas gdy w innych oddziałach znaczący odsetek chorych to pacjenci przyjęci planowo, na internie zdecydowaną większość stanowią przypadki nagłe. - Takich ostrych przyjęć jest tu ok. 80%. To sprawia, że dla pacjentów planowych wciąż brakuje miejsc - mówi dr Marek Stopiński, mazowiecki konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób wewnętrznych.

W znacznej mierze powodem tak dużego naporu chorych na oddziały wewnętrzne jest niewydolność podstawowej opieki zdrowotnej. - Lekarze rodzinni kierują często do szpitali pacjentów, którzy powinni być diagnozowani i leczeni w ramach POZ-u, bo wtedy lekarza rodzinnego nic nie kosztuje diagnostyka - zaznacza dr Stopiński.

Szansę na zmianę w tym zakresie stwarza planowana przez resort zdrowia nowelizacja przepisów, której skutkiem ma być rozszerzenie możliwości udzielania świadczeń zdrowotnych w POZ-ie przez lekarzy internistów.

Przybywa dostawek

Łóżek internistycznych brakuje w całym kraju, a ich liczba w ciągu ostatnich lat systematycznie maleje.

Zgodnie z danymi przekazanymi przez prof. Jacka Imielę, konsultanta krajowego w dziedzinie chorób wewnętrznych, w Polsce jest ok. 28 tys. łóżek internistycznych, a w ciągu ostatnich pięciu lat liczba ta zmniejszyła się o ok. 1000.

Ten spadek spowodował, że "dostawki na korytarzach" na stałe wpisały się w rzeczywistość interny.

W okresach zwiększenia zachorowań, np. wskutek grypy, obłożenie oddziałów jest tak duże, że chorzy internistyczni są hospitalizowani na innych oddziałach, które mają znacznie mniej pacjentów.

Dlaczego radykalnie spada baza internistyczna? - Odpowiedź jest prosta. W szpitalnej strukturze oddziały wewnętrzne są najgorzej wyceniane. Niewystarczający poziom kontraktowania i finansowania świadczeń w zakresie chorób wewnętrznych prowadzi do ujemnego bilansu oddziałów. Z tego powodu interny próbuje się przekształcać w specjalistyczne oddziały - wyjaśnia dr Marek Stopiński.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH