Na lądzie i na morzu

Na co dzień od morza dzieli go kilkaset kilometrów. Zajmuje się bieżącymi problemami z zakresu zdrowia publicznego, ale jednocześnie cały czas niesie pomoc ludziom morza... Nie ma go na statku, ale kiedy są problemy, zawsze ratuje zdrowie i życie marynarzy. Dr Marek Posobkiewicz, zastępca Głównego Inspektora Sanitarnego, leczy ludzi morza na odległość.

Medical Radio to ogólnoświatowy system radiostacji umożliwiający świadczenie nieodpłatnych usług telemedycznych dla załóg statków znajdujących się na morzu. Udziela konsultacji lekarskich na odległość, pomaga postawić diagnozę, stosować odpowiednie leki lub nawet doradza, jak przeprowadzać proste zabiegi medyczne. W Polsce dwóch lekarzy udziela takich porad poprzez Medical Radio.

Tę działalność trudno nazwać pracą, bo na niej raczej nie da się zarobić...

- Zająłem się tym kilka lat temu. Zawsze udzielanie pomocy sprawiało mi ogromną satysfakcję - wyjaśnia Rynkowi Zdrowia dr Posobkiewicz. Służył w Marynarce Wojennej, ma za sobą kilka rejsów na okrętach.

Zawsze pływał jako lekarz i podkreśla, że medycyna na okręcie ograniczona jest od burty do burty. - Tam można skorzystać jedynie z tego, co mamy na pokładzie i z własnej głowy.

Gdy choruje kapitan

- Z zasady marynarz powinien być zdrowy, bo tylko zdrowy człowiek może zostać marynarzem. Jednak chorują - jak wszyscy - przechodzą np. różnego rodzaju infekcje. Z racji specyfiki pracy narażeni są też na urazy. Można przytrzasnąć sobie dłoń ciężkim włazem, połamać ręce, nogi czy rozciąć głowę.

W Medical Radio ma do czynienia z ludźmi w różnym wieku. - Powinni być zdrowi, ale swoje choroby mają. Bywają udary, zawały mięśnia sercowego, ale też upadki z wysokości.

Czasami - choć na szczęście rzadko - zdarzają się zgony marynarzy podczas rejsu.

Jak tłumaczy nasz rozmówca, najtrudniejsze są sytuacje, kiedy choruje ten, który jest "pierwszy po Bogu" na statku, czyli kapitan. Kiedy ma infekcję, to sprawa jest prosta, ale kiedy np. dochodzi do zaburzeń psychicznych, problem robi się bardzo poważny.

- Miałem przypadek, że znaleziono kapitana nieprzytomnego - nie można było z nim nawiązać żadnego kontaktu. Znam jednak i taką sytuację, kiedy z powodu zaburzeń psychicznych kapitana zdjęto ze statku, co nie jest proste, ponieważ to człowiek, który jest tam najważniejszy i jest również przełożonym lekarza - opowiada Marek Posobkiewicz.

I dodaje: - Zdarzyło się również, że kapitan sam dzwonił z prośbą o pomoc, miał objawy niewydolności naczyń mózgowych, czyli rozpoczynającego się udaru. Na szczęście był na tyle świadomy, że oddał władze w ręce pierwszego oficera.
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH