Rozmowa z prof. ZBIGNIEWEM RYBAKIEM z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Naczyniowej i Transplantacyjnej Akademii Medycznej we Wrocławiu, prezesem Polskiego Towarzystwa Leczenia Ran

Panie profesorze, co sprawiło, że Pan, chirurg naczyniowy o utrwalonej renomie, zajął się leczeniem ran przewlekłych?
- To zainteresowanie zrodziła potrzeba. Podobnie jak powstanie Polskiego Towarzystwa Leczenia Ran, które skupiło dermatologów, diabetologów, chirurgów, onkologów i lekarzy paru jeszcze innych specjalności. Na naszą pomoc czeka w Polsce co najmniej pół miliona pacjentów, ludzi niesłychanie cierpiących.

- Czy trzeba było powoływać do życia osobne towarzystwo?
- Tak. Bo leczenie ran przewlekłych to problem nie tylko medyczny, ale także społeczny. Powiem teraz coś zdumiewającego, ale problematyki leczenia ran nie ma w programach edukacyjnych uczelni medycznych w Polsce. Mamy duże zapóźnienia nie tylko w znajomości współczesnych metod leczenia, ale także w szerzeniu świadomości czynników zagrożenia. Świat w ostatnim 10-leciu zrobił w tej dziedzinie ogromne postępy, próbujemy tę wiedzę upowszechnić.

- Na czym polegają trudności w leczeniu ran przewlekłych?
- Przede wszystkim na dotarciu do specjalisty. Co roku przybywa nam ok. 10 tysięcy pacjentów z ranami, które wymagają długiego okresu leczenia. Ich zaniedbanie prowadzi do tragicznych konsekwencji. Tymczasem 60% chorych z ranami tego typu nigdy nie było u lekarza, a na wizytę u angiologa czeka się od 3 do 6 miesięcy. Druga kwestia, to stosowane powszechnie przestarzałe metody leczenia owrzodzeń podudzi, odleżyn czy zespołu stopy cukrzycowej.

- Czy leczenie ran przewlekłych jest refundowane przez NFZ?
- Tylko w przypadku leczenia szpitalnego. Paradoksalnie, 95% przypadków powinno być leczonych metodami ambulatoryjnymi. Chorzy blokują szpitalne łóżka i leżą, a ich stan nie poprawia się, bo zakrzepicę usuwa się ruchem, pracą mięśni. Cierpią latami… A tak być nie musi. Jeśli uda nam się zwiększyć ilość dobrze przeszkolonego personelu i upowszechnić metody leczenia kompleksowego, przyniesiemy ulgę tysiącom ludzi oraz zaoszczędzimy sporo pieniędzy. Pacjentom oraz ich rodzinom.
Leczenie ran to "niechciane dziecko". Dlatego, że nie gojące się rany cuchną, w otoczeniu chorych trudno wytrzymać. To są w większości ludzie starsi. Izolacja społeczna ma zły wpływ na ich psychikę, a także powoduje często obniżenie statusu materialnego tych osób. Pacjentów z ranami przewlekłymi nie lubią także szpitale, bo każdy z tych chorych oznacza zagrożenie przeniesienia na innych pacjentów groźnej bakterii, jaką jest gronkowiec złocisty. Wystarczy odnotować trzy przypadki takich zakażeń, aby mieć podstawy do zamknięcia szpitala.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH