Luiza Jakubiak | 09-09-2008 12:55

Można żyć bez giełdy

Założona w 1885 roku przez Alberta Boehringera firma od ponad 100 lat pozostaje w rękach jednej rodziny

Wczasach Republiki Weimarskiej, kiedy w całych Niemczech szalała inflacja, panował głód i chaos, w kantynie firmy farmaceutycznej w Ingelheim pracownicy mogli liczyć na darmowy posiłek.
Od 1910 roku wszystkim przysługiwał płatny 2-tygodniowy urlop wypoczynkowy, a jeszcze wcześniej otrzymali pakiety ubezpieczeń medycznych. Osiągnięcie, któremu nie sprostały niektóre firmy do dzisiaj...
Założona w 1885 roku przez Alberta Boehringera firma od ponad 100 lat pozostaje w rękach jednej rodziny.
- Będąc w pierwszej 20 największych koncernów farmaceutycznych, należymy do grona nielicznych pozostających poza giełdą i wcale nie chcemy na nią wchodzić - deklaruje dr Jean Bonnet, dyrektor firmy Boehringer Ingelheim w Polsce.

Partner do współpracy

Dzięki temu firma nie musi reagować na wyniki giełdowe, na spadek wartości akcji, wykazywać się przed zniecierpliwionymi akcjonariuszami odpowiednim zyskiem; natomiast może sobie pozwolić na realizację długoterminowych celów, a jej struktura korporacyjna jest bardziej przyjazna dla pracowników.
Zalety kierowania rodzinnym koncernem wyjaśnia Jean Bonnet: - Zachowujemy ostrożność w inwestycjach, ale możemy sobie pozwolić na średnio- i długoterminowe okresy inwestowania. Dzięki temu jesteśmy solidnym i oczekiwanym przez kontrahentów partnerem. Współpracujące z nami firmy mogą liczyć na stabilność, bez uzależniania realizacji umowy od konkretnych efektów sprzedażowych w krótkim terminie.
To daje firmie przewagę nad konkurencją w sytuacji, kiedy np. poszukiwany jest partner do wspólnego rozwinięcia wynalazku.
Tak jak było w przypadku spółki Genentech, obecnie największej firmy biotechnologicznej na świecie, która w latach 80. ubiegłego wieku szukała europejskiego partnera do rozwinięcia i wprowadzenia na rynek Actilyse, produktu stosowanego w leczeniu udaru mózgu i zawału serca.
Genentech potrzebował partnera, który miałby możliwości rozwoju i produkcji nowatorskiego, rekombinowanego produktu biotechnologicznego.
- Model partnerstwa, jaki realizujemy od ponad 20 lat, pokazuje, że jesteśmy globalną firmą z odpowiednimi kompetencjami na każdym etapie rozwoju leku: w zakresie badań i rozwoju, działalności operacyjnej i produkcji - mówi Jean Bonnet.

Połączenia nie będzie

Siłą innowacyjnej firmy farmaceutycznej jest m.in. zdolność przekonania rynkowych partnerów do przekazania jej nowatorskiej technologii, na której koncernowi zależy, a której sam nie jest w stanie rozwinąć, chociażby ze względu na zbyt wysokie koszty czy czasochłonność procesu badawczego.
Pozytywnym sygnałem jest, gdy partnerstwo przeradza się w połączenie, a dotychczasowy partner staje się częścią biznesu.
Tak było w przypadku małej niemieckiej firmy MicroParts. Początkowa współpraca przy opracowywaniu mechanizmu inhalatora ciśnieniowego z dozownikiem wykazała zbieżność interesów. Szybko okazało się, że wizje rozwoju obu firm są podobne, a kultura pracy bardzo bliska.
- Oferowana przez nich technologia pasowała do naszego biznesu i stąd decyzja o przejęciu firmy - przyznaje dr Bonnet. - Dzięki temu uzyskaliśmy ciekawe rozwiązanie na wyłączność.
W ostateczności koncern może zdobyć dostęp do pewnych technologii na zasadzie outsourcingu. Ale, jak zapewnia dyrektor Bonnet, Boehringer Ingelheim stara się tego nie robić, by zachować kontrolę nad jakością całego procesu.
Kontrola i niezależność często pojawia się w wypowiedziach przedstawicieli firmy. Podobnie jak w przypadku giełdy, rodzina Boehringerów pozostaje nieugięta w kwestii realizacji, częstego w ostatnich latach, łączenia koncernów i w ten sposób zdobywania wyższej pozycji rynkowej.
Boehringer Ingelheim zdecydowanie odrzuca takie rozwiązanie. Zdarzają się jedynie akwizycje małych obiecujących firm w celu zdobycia dostępu do interesującej technologii, produktów czy segmentu rynku, na których koncernowi szczególnie zależy.
- Nasi udziałowcy stoją na stanowisku, że obecnie nie potrzebujemy ani połączenia z inną firmą, ani większej akwizycji - zaznacza dyrektor Bonnet i wyjaśnia: - Mamy tak bogatą linię własnych produktów, że problemem staje się raczej wybranie najlepszego kandydata do wprowadzenia na rynek, niż opracowywanie kolejnych produktów do "poczekalni".
Firma zapewnia, że dzięki temu przez następne 10 lat jest w stanie zachować dobrą pozycję na kluczowych dla niej rynkach i zastąpić nowymi lekami te produkty, których patenty wygasają.

Jak przełamano stagnację

Cofamy się o 15 lat... To czas, kiedy firma była w okresie stagnacji. Miała problem z brakiem nowych molekuł w portfolio produktowym. Była dużym przedsiębiorstwem, ale z mglistymi perspektywami rozwoju. Rodzina Boehringerów podjęła wówczas trudną decyzję o kompleksowej reorganizacji koncernu.
- Teraz widoczne są efekty tamtych zmian - mówi Jean Bonnet, przypominając, że zanim koncern podejmie fundamentalną decyzję o zmianie, musi upłynąć przynajmniej 10 lat, zanim pojawią się pierwsze rezultaty. - Między innymi dzięki temu możemy sobie dzisiaj pozwolić na wejście na nowy dla nas rynek onkologii.
Atutem Boehringer Ingelheim w konkurencji z rywalami, dopiero startującymi w tym obszarze, jest charakter firmy: - Nasz projekt nie musi przynieść natychmiastowego zwrotu nakładów.
Możemy inwestować w lek i generować zyski o wiele później, niż mogą sobie na to pozwolić giełdowe firmy - dodaje nasza rozmówca.
Poza tym, że koncern ma narzędzia do rozwoju kolejnych kandydatów na innowacyjne leki, dysponuje dużym i nowoczesnym zapleczem naukowym.
Dzisiaj przełomowe odkrycia zwykle nie powstają w laboratoriach koncernów farmaceutycznych. Nowości są raczej przechwytywane z rynku, najlepiej w II czy III fazie badań, po ich odkryciu w ośrodku akademickim i rozwinięciu przez mniejsze firmy farmaceutyczne.

Wiedeńskie zaplecze naukowe

W 1988 roku Boehringer Ingelheim uruchomił Institute of Molecular Pathology w Wiedniu, który zajmuje się biotechnologią cząsteczek. Dzięki pracy naukowców firma ma dynamiczne portfolio, szczególnie widoczne z perspektywy potencjału i dynamiki rozwoju w pewnych obszarach terapeutycznych.
- Nie aspirujemy do tego, aby być największą firmą na świecie, ale chcemy być liderem w obszarach, na których nam zależy, czyli: POChP, nadciśnienie, ochrona układu sercowo-naczyniowego, choroba Parkinsona i onkologia - podkreśla dyrektor Bonnet.
W Polsce leki firmy Boehringer Ingelheim są obecne od 1970 roku, a oficjalne przedstawicielstwo koncernu w naszym kraju rozpoczęło pracę w 1990 roku.
Obecnie udział firmy w rynku leków w Polsce jest niższy niż obliczany globalnie: - Dążymy do tego, aby zwiększyć go do ok. 2%, co umożliwi dostęp do naszych leków szerszej grupie pacjentów - mówi dr Bonnet.

Z historii firmy

  • 1885 - Albert Boehringer zakłada w miejscowości Ingelheim nad Renem fabrykę chemiczną do produkcji soli kwasu winowego. Firma przeradza się z czasem w producenta leków.
  • 1971 - powstaje oddział Boehringer Ingelheim w Ridgefield w USA.
  • 1980 - koncern rozpoczyna prace nad produktami biotechnologicznymi w kooperacji z amerykańskimi spółkami BT.
  • 1981 - firma przejmuje spółkę biotechnologiczną Roxanne Laboratories.
  • 1985 - Boehringer Ingelheim zakłada Institute for Molecular Pathology (IMP) w Wiedniu.
  • 2008 - BI jest w pierwszej 20 firm farmaceutycznych na świecie, zatrudnia 39 800 pracowników w ośrodkach w 47 krajach.