Mamy unikalny system za niewielkie pieniądze

W Polsce istnieje 147 pracowni hemodynamicznych. To, jak twierdzą specjaliści, w pełni pokrywa zapotrzebowanie pacjentów. Mimo to pracownie powstają nadal. Dlaczego? Bo NFZ płaci bez ograniczeń za leczenie zawałów. I jak wskazują niektórzy - płaci lepiej niż za inne udzielone świadczenia.

Nie wszyscy jednak podzielają tę opinię. Kardiolodzy inwazyjni prezentują twarde dane, z których wynika, że mimo sukcesu, jaki odniosła polska kardiologia interwencyjna, pod względem finansowania daleko nam do państw "starej Unii".

1,6 mln zł za "niezakontraktowane" zawały

Oddział kardiologii inwazyjnej w Busku-Zdroju od ponad roku prowadzi prywatna firma Cardinox.

Choć przegrali batalię o kilkumilionowy kontrakt z prywatną placówką działającą w szpitalu w Pińczowie, to uznali, że będą leczyć chorych z zawałem serca.

Jak się okazuje, dobrze na tym wyszli.

Beata Szczepanek, rzecznik prasowy Świętokrzyskiego OW NFZ, informuje, że za leczenie pacjentów w ubiegłym roku Fundusz zapłacił tej placówce 1,6 mln zł. - Wchodzi tu w grę art. 19 ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, zgodnie z którym pacjent w stanie nagłym może skorzystać ze świadczenia zdrowotnego u świadczeniodawcy, który nie zawarł umowy o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej - podkreśla rzecznik.

Cardinox to niejedyny świadczeniodawca, który bez kontraktu zamierza leczyć zawały. Podobna pracownia powstaje w Rzeszowie w Szpitalu MSW. Mimo że Podkarpacki OW NFZ poinformował inwestora, że nie podpisze z nim kontraktu, ten i tak liczy na zyski. Jak podkreśla rzecznik prasowy firmy Carint Marcin Mikos, każdy szpital ma obowiązek ratowania pacjenta w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia. Dlatego chorzy będą przyjmowani do pracowni w trybie 24-godzinnym.

Zabieg dobrze opłacany

- Na Podkarpaciu dostęp do tego typu procedur jest bardzo dobry, dlatego na prośbę podkarpackiego NFZ wystosowałem opinię na piśmie, w której poinformowałem, że kolejna pracownia hemodynamiki nie jest w Rzeszowie potrzebna - tłumaczy dr Jerzy Kuźniar, podkarpacki konsultant wojewódzki w dziedzinie kardiologii.

Wyjaśnia również, że mimo tych negatywnych opinii pracownia jednak powstaje. - Inwestorowi musi to się opłacać. Bo jaki byłby sens taką pracownię otwierać, gdyby nie przynosiła dochodu? Właściciel musi najpierw zainwestować 2 mln zł. w angiograf, wynająć pomieszczenia, opłacić lekarzy. Jeżeli ktoś decyduje się na taką inwestycję w miejscu, gdzie już takie pracownie działają, to musi zrobić biznesplan i wiedzieć, że na tym zarobi - stwierdza konsultant.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH