Magia podwodnego świata

Nurkowanie może być niebezpieczne. Jednak odpowiednie przygotowanie, zwłaszcza emocjonalne, pozwala wyjść obronną ręką z najtrudniejszych sytuacji.

O przygodzie z nurkowaniem marzył już jako młody chłopak. Bywając na Śląskiej Akademii Medycznej, bo jego rodzice również są lekarzami, wiedział o istnieniu studenckiego klubu płetwonurków Alga przy katowickiej uczelni. Kiedy Michał Arkuszewski rozpoczął studia medyczne, od razu zapisał się na kurs płetwonurków.

- Przez całe studia miałem szansę uczestniczyć w działalności klubu. To były jeszcze czasy, kiedy stowarzyszenia były elementem życia studenckiego - wspomina neurolog, doktor Michał Arkuszewski.

- W tej chwili życie się niesamowicie komercjalizuje. Kto ma pieniądze i ochotę na kurs nurkowy, po prostu wyjmuje pieniądze, kupuje uprawnienia podczas kursu na basenie w Egipcie czy Tajlandii i wraca z patentem płetwonurka. Ale nie ma to już takiej magii jak kiedyś...

Kiedy Michał Arkuszewski zaczynał swoją przygodę z nurkowaniem, o sprzęt do nurkowania nie było łatwo. Kto miał kontakty czy krewnych na Zachodzie, sprowadzał różnymi sposobami, co tylko mógł.

- Butle ładowaliśmy powietrzem sprężarkami spalinowymi produkcji NRD marki Gera - opowiada dr Arkuszewski. - Nie można było tego uniknąć, że spaliny dostawały się do butli. W tym wszystkim było wiele przygody i partyzantki. Podróż na obóz do Grecji czy Hiszpanii Jelczem PR110 trwała cztery dni i była potwornie męcząca. Ale dzięki temu cementowały się przyjaźnie, mieliśmy ze studiowania znacznie więcej niż dzisiejsi studenci. Dla każdego płetwonurka pierwsze zejście pod wodę jest niezapomnianym przeżyciem.

- Mój pierwszy raz to było zaledwie 6 czy 8 metrów na obozie we Wdzydzach Kiszewskich na Pojezierzu Kaszubskim.

Pamiętam, że miałem na plecach nasz algowski patent - dwie stalowe ośmiolitrowe butle, skręcone ze sobą niewygodnym łącznikiem, które zakładało się na plecy bez żadnego noszaka.

- Miałem też neoprenowy skafander produkcji radzieckiej, o cztery rozmiary za duży. Nie było żadnych szans, żeby go ogrzać, było w nim nieprawdopodobnie zimno. To wszystko jednak było nieistotne. Niesamowicie podniecony, jak dzieciak rzuciłem się pod wodą do łapania raków, zbierania wszystkiego, co znalazłem na dnie.

- Nie muszę nawet oglądać zdjęć, bo wszystko mam przed oczami, jakby to było wczoraj. Tam moim najgłębszym nurkowaniem było 30 metrów, czyli tego najniższego stopnia. Niezapomniane przeżycie. Do dziś pamiętam ten paraliżujący chłód, który oblewał człowieka.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH