Postanowił wyjechać do Polski, bo to kraj, który jest najbliżej Zachodu

Na wigilijnym stole w rodzinie Hagarów był, a jakże, karp. Po pierwsze, że internista Khalid Hagar, choć jest muzułmaninem, to dla niego święto jego żony, jej rodziny, nie jest wcale haram (tabu, zakazane). Po drugie - doktor Hagar jest zapalonym wędkarzem, więc czego, jak czego, ale ryby lubi.
W Polsce dr Hagar jest już dłużej niż w swoim rodzimym Jemenie. Nawet teraz nie ukrywa, że nad Wisłę, a właściwie do Łodzi, potem Zabrza i następnie do podczęstochowskich Koziegłów, trafił przypadkowo.
- Ojciec chciał, żebym studiował medycynę na Zachodzie - wspomina poprawną polszczyzną z charakterystycznym dla Arabów akcentem. A ojciec w społeczności arabskiej to nie tylko rodzic, ale pan i władca w rodzinie. Tym bardziej że tata 18- letniego wówczas Khalida ubogim w biednym Jemenie nie był. Te ponad sto hektarów w zielonej części tego kraju, w którym przeważają pustynie i góry, jakie miał i nadal posiada senior rodu - też coś znaczyło…
- Skończyłem szkołę, zdałem maturę. Poszedłem do wojska. Wtedy w Jemenie, a było to w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, zdrowy mężczyzna, który nie był w wojsku, nie liczył się. Miał kłopoty z podjęciem pracy, nie dostawał paszportu i tak dalej. Trochę w wojsku narozrabiałem i zamiast dwunastu miesięcy, to byłem w nim półtora roku. Wyszedłem z wojska i zacząłem zastanawiać się, gdzie to teraz będę studiował…
Miał do wyboru: albo medycyna w Jemenie, albo za granicą. I znów się jakoś tak ułożyło, że z tej zagranicy wypadł Zachód, a zostały tylko: Polska, Rumunia i Związek Radziecki.
- Postanowiłem jechać do Polski, bo to kraj, który jest najbliżej Zachodu.

***

1985 rok jakoś tam 18-letniemu Khalidowi przypominał orwellowski rok 1984. Wcześniej takiej egzotyki nie widział. Nie wiedział chociażby, że istnieją w europejskim państwie kartki na mięso. W Jemenie nie było kartek, tylko mięso. A w Polsce odwrotnie. "Dziwny kraj" - pomyślał sobie przyszły student medycyny. Cóż, taki wybrał. I zgodnie z tradycją oraz przepisami obowiązującymi cudzoziemców podejmujących naukę w kraju "trzciny, chrząszcza i Strzebrzeszyna", zaczął zakuwać polską mowę na rocznym kursie w Łodzi. Pierwsze polskie słowo, jakie utkwiło mu w pamięci, usłyszał zresztą nie w Łodzi, ale na dworcu w Warszawie. Zabrzmiało mu nieco z arabska, ale jak się później okazało, wcale nie oznaczało "brata"… Potem były studia w Zabrzu.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH