Rozmowa z doc. PAWŁEM BUSZMANEM, prezesem zarządu Polsko-Amerykańskich Klinik Serca

- W publicznej służbie zdrowia strajki, zadłużone zoz-y. A prywatny sektor medyczny otwiera kolejne placówki, chce budować szpitale. "Niepublicznym" łatwiej się rozwijać, bo wybierają tzw. rodzynki - najbardziej opłacalne procedury. Jako szef prywatnej firmy medycznej słyszy Pan często taki zarzut?

- Wypełniamy nisze na rynku świadczeń medycznych. Podobnie postępuje wiele prywatnych placówek. Trudno nam czynić z tego zarzut! Akurat w naszej dziedzinie - kardiologii interwencyjnej - potrzeby były i są ogromne.
Ciągle nie rozumie tego wielu decydentów i organizatorów służby zdrowia.
Na szczęście rozumiał to dobrze na początku tego stulecia szef Śląskiej Kasy Chorych, co zapewne przyczyniło się do dobrego startu naszych klinik. Potem nastał NFZ i obecnie także kontraktuje nasze usługi ratujące życie chorym.
Z naszej strony zapewniamy wysokokwalifikowaną kadrę medyczną i spore nakłady na budowę nowych ośrodków, odciążając tym samym budżety państwa i samorządów.
Przyznam, że na początku dyrekcja dużego, publicznego Górnośląskiego Centrum Medycznego (działa w nim m.in. Górnośląski Ośrodek Kardiologii z klinikami akademickimi - red.) w Katowicach Ochojcu traktowała nas z pewną rezerwą. Dzisiaj współpracujemy. Np.
naszych pacjentów, którzy wymagają leczenia kardiochirurgicznego, kierujemy właśnie do Ochojca.
Wśród kilkudziesięciu polskich ośrodków kardiologicznych - publicznych i prywatnych - jesteśmy w pierwszej trójce pod względem liczby wykonywanych angioplastyk.
Oczywiście, odczuwamy coraz silniejszą konkurencję, powstają kolejne prywatne ośrodki. My zaczynaliśmy od oddziału w Ustroniu, dzisiaj mamy ich już pięć - także w Bielsku-Białej, Dąbrowie Górniczej, Mielcu i Kędzierzynie-Koźlu.
Przygotowujemy się do wdrożenia nowych procedur. Jak widać, taka konkurencja, ale i współpraca między świadczeniodawcami, jest korzystna dla pacjentów.

- Pacjent w Waszej klinice - np. po wykonaniu wszystkich badań i np. założeniu stentu - po dwóch dniach wraca do domu.
Jego miejsce od razu zajmuje kolejny chory.
W publicznych szpitalach tacy pacjenci leżą czasami dwa tygodnie. Prywatnej placówce opłaca się leczyć większą liczbę osób, a publicznej już nie?

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH