Lancet, mile morskie i szanty

Andrzej Grzela: chirurg, żeglarz, członek zespołu Ryczące Dwudziestki, czyli...

Nie jest w stanie dzisiaj policzyć, ile ma mil morskich na swoim żeglarskim "liczniku".

Wspomina czasy, kiedy samo "bujanie" się jachtem na falach, wzdłuż i wszerz Bałtyku, było ogromną przyjemnością.

- O zawijaniu do portów z tzw. drugiego obszaru płatniczego nie było mowy, bo rejsy często rejestrowane były tylko jako krajowe - wspomina doktor Andrzej Grzela. Musiało wystarczyć młodym pasjonatom żeglarstwa oglądanie nabrzeża i główek niedostępnych portów przez lornetkę.

- Dzisiaj celem rejsu jest jakiś port. Kiedyś, w trudnych czasach, było więcej pływania, które stanowiło sens całej morskiej wyprawy - mówi Andrzej "Qnia" Grzela.

Odrą pod żaglami

Żeglarską pasją i miłością do muzyki zaraził się już w szkole podstawowej. Wraz z kolegami zapisał się do I Harcerskiej Drużyny Wodnej bytomskiego Hufca ZHP.

W wieku 16 lat miał już patent sternika zdobyty po ciężkiej "szkole żeglarskiego życia" w Harcerskim Ośrodku Wodnym w Goczałkowicach.

- Kiedy miałem 13-14 lat na DeZecie, bezpokładowym jachcie mieczowym, wiosłowo-żaglowym, opływałem Mazury.

Jako 15-latek w fali popowodziowej płynąłem żaglówką przez Odrę z trzyosobową załogą. Maszty pod mostami kładliśmy nabiegowo razem z żaglami, bo nie dało się zrzucić bawełnianych płacht. W likszparze* bawełna tak pęczniała, że nie było sposobu ściągnąć żagli. Jeden sterował, dwóch kładło maszty. Dopiero kiedy stawaliśmy, to jakoś z trudem je zwijaliśmy. A poziom Odry, w fali popowodziowej, był naprawdę bardzo wysoki. Jak sobie to przypomnę i pomyślę, że moje dzieci miałyby w ten sposób pływać, to aż ciarki ze strachu przechodzą po plecach - opowiada"Qnia".

- Dlaczego "Qnia"? Przylepiła się do mnie ta ksywka w szkole średniej.

Zamiast kląć siarczyście, mówiłem "kuchnia". Wypadało mi z tego słowa "ch" i wychodziło "O... kunia" i tak zostało. Pozostali? Andrzej Marciniec został "Martinezem", Wojtek Dudziński "Sępem", bo jeszcze w szkole podstawowej miał ksywkę "wujek Sęp". W większości przypadków nasze ksywki są starsze niż zespół Ryczące Dwudziestki (RO 20’S), który stworzyliśmy prawie 28 lat temu i przywędrowały z nami do kapeli - wyjaśnia doktor Grzela.
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH