Łatwiejszy dostęp do usług medycznych, większa finansowa swoboda szpitali, ok. 6-procentowy wzrost środków publicznych na leczenie Polaków, możliwość "hospitalizacji z przyczyn nieujętych w katalogu". To istotne przesłanki, dla których kontraktowanie świadczeń zdrowotnych na 2005 r. NFZ uznaje za swój sukces. Czy jednak stanowią także powód do satysfakcji dla dyrektorów placówek i pacjentów? Tu opinie są bardzo podzielone. W ringu "Rynku Zdrowia" starcie strony związkowo-lekarskiej i przedstawiciela zarządcy naszych składek.

Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy:

NFZ zręcznie żongluje cyframi

Kontraktowanie na 2005 r. wygląda tak, że im wyżej szpital stoi w hierarchii, tym jego sytuacja finansowa będzie korzystniejsza. Zarysowała się natomiast wyraźna tendencja do pogarszania sytuacji mniejszych placówek, choćby powiatowych. Dąży się do tego, aby w wyniku kontraktów te jednostki miały relatywnie mniej środków niż np. kliniki czy szpitale wojewódzkie, lub żeby w ogóle ograniczały swoje świadczenia.
Z kontraktowaniem jest więc trochę tak, jak w czasach socjalizmu kilka ładnych okien wystawowych, a w środku sklepu już bardziej ubogo... Warto więc dokładniej przyjrzeć się rzekomemu wzrostowi środków na publiczne finansowanie świadczeń. Działania NFZ mają charakter zręcznych manewrów liczbowo-księgowych. Zwiększono limity w pewnych działach specjalistyki, a jednocześnie zmniejszono wartość punktów w tejże specjalistyce. Krótko mówiąc, zmuszono lekarzy do tego, aby za te same pieniądze robili więcej. NFZ chwali się więc tymi parametrami, które są dla niego wygodne.
Praktyka jest taka, że np. mój szpital w Stargardzie Szczecińskim, będzie miał mniej pięniędzy niż w ubiegłym roku. Tym bardziej, że ustawa oddłużeniowa nie pokryje wszystkich zobowiązań z tytułu ustawy 203, a kontrakt na 2005 r. nie pozwoli uzyskać przychodów umożliwiających wypłacenie wszystkich zaległości pracownikom.
Rozmawiałem niedawno z dyrektorem dużego szpitala, który owszem,.dostał pół miliona zł z więcej, ale tylko dlatego żeby opłacać leczenie nowotworów chemioterpią, którego... dotychczas nie opłacał. NFZ powie więc, że szpital ma znaczne lepszy kontrakt. Jednak sytuacja finansowa placówki będzie dokładnie tak samo trudna, jak w 2004 roku.
Jest jeszcze kwestia elastyczyności w przesuwaniu środków między szpitalnymi oddziałami, która została przyjęta przez środowisko z takim zadowoleniem. Tymczasem kryje się w tym niebezpieczeństwo - szpitale będą wybierać świadczenia bardziej opłacalne.
I tak, po wielkiej dyskusji o potrzebie wynagradzania za wykonaną pracę, wracamy do budżetowania. Czyli do sytuacji sprzed 1999 r., kiedy mieliśmy antymotywacyjny system finansowania służby zdrowia.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH