Podczas III Forum Rynku Zdrowia wielokrotnie podkreślano, że dogmatyczne dzielenie szpitali na publiczne i prywatne nie ma większego sensu, że lecznice są albo dobre, albo złe. Trudno polemizować z taką tezą. Czy jednak na sposób zarządzania placówką forma jej własności nie ma żadnego wpływu? A jeśli ma - to jaki? To pytania, na które padają już dość różne odpowiedzi.

Wojciech Witkiewicz, dyrektor Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu

Nie zazdroszczę prywatnym

Trzeba wprowadzić - jak powiedział Jerzy Miller - więcej wolności do naszych publicznych szpitali i zrównać w prawach publiczne zakłady opieki zdrowotnej z niepublicznymi. Nie mogę pogodzić się z sytuacją, że mam dobre oddziały, dobrą specjalistykę, kontrakt z NFZ i trzyletnie kolejki pacjentów. Nie mogę zrobić więcej, mimo że lekarze - doskonali specjaliści - chcieliby pracować po godzinach w tym szpitalu, a nie w prywatnej placówce. Niby proste i do zrobienia, zwłaszcza że byłby to sposób na zatrzymanie tychże specjalistów. Obecne przepisy na to niestety nie pozwalają.
Z natury rzeczy szpital specjalistyczny jest kuźnią kadr, ale specjalistów szkolimy głównie dla placówek prywatnych. My ponosimy koszty tej edukacji. Jeżeli ci wyszkoleni przez nas specjaliści pozostają w kraju i pracują prywatnie, to jeszcze można przeżyć, ale ok. 50 moich specjalistów w tej chwili pracuje na całym świecie pełniąc różne funkcje w opiece zdrowotnej - od zarządzających po specjalistów klinicznych.
Ponosimy również koszty szkolenia menedżerów, którzy odchodzą, ponieważ otrzymują lepsze propozycje finansowe niż te, które mogłem im zaproponować. My w tej chwili nie zdajemy sobie sprawy z tego, że koszty szkolenia przekraczają koszty rezydentury, bo zwiększają się chociażby o koszty, które ponosi szpital, związane m.in. z powikłaniami. W związku z tym sądzę, że nadejdzie czas, kiedy wszyscy zaczniemy upominać się o jakieś rekompensaty z tego tytułu.
Mimo wszystko nie zazdroszczę prywatnym menedżerom, bo tu skala i zakres problemów są szersze. Natomiast myślę, że należałoby to, co ewidentnie hamuje rozwój placówek publicznych, jakoś uregulować.

Jarosław Kozera, prezes Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej (STOMOZ)

Publiczny bez motywacji

Nie chciałbym co prawda, abyśmy byli niewolnikami powstałej na początku lat 90. definicji, która podzieliła placówki medyczne na publiczne i niepubliczne. Bo co się stanie, gdy zaakceptujemy definicję UE, zgodnie z którą o przynależności do sektora świadczy źródło przychodów placówki?

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH